sobota, 19 stycznia 2019

Rok z amigurumi - suplement


- Dobry wieczór! Czy dobrze trafiłem na przyjęcie z okazji czwartych urodzin Błękitnego Zamku? - do uszu Gracjana dotarł nieśmiały głosik tłumiony przez gęste futerko. Gil zdjął na chwilę swoje piękne turkusowe nauszniki i rozejrzał się dokoła, ale nie zauważył nikogo poza swoimi dobrze znanymi przyjaciółmi.
Była pełnia karnawału. Włóczkowe zwierzaki wynajdowały coraz to nowe okazje, by spotykać się, zajadać smakołyki, gawędzić, śpiewać i tańczyć do upadłego. Sobotnią imprezę planowano od dawna.
 

- Pozwoliłem sobie zaprosić mojego kuzyna - odezwał się Pafnucy zwisający na długiej nitce z sufitu w rogu sali. Mrozy wygnały go z altanki i resztę zimy postanowił spędzić w gościnnym domu tak zachwalanym przez Zygfryda. - Jest bardzo nieśmiały, zapuścił długie włosy i udaje pompon do czapki, ale  w gruncie rzeczy miły z niego kompan.
- Dobrze go rozumiem, też nie lubię rzucać się w oczy. Wolę przycupnąć w kąciku i obserwować, co się dzieje. - Zygfryd wygodniej oparł się o ścianę swoją kolorową skorupą i przyjrzał się pozostałym uczestnikom zabawy.
- Ależ trzeba z nim pogawędzić, ośmielić go, Konradzie, pomożesz mi? - Gracjan zwrócił się do siedzącego pod choinką koziołka.
 
 
- Z miłą chęcią. Myślę, że na Patrycję i Bernadetę też możemy liczyć. Owady i pajęczaki to prawie jedna rodzina - palnął bez zastanowienia Konrad.
- No nie bardzo - Patrycja spojrzała z obawą na włochatą kulkę. Nieraz zdarzało mi się omijać rozciągnięte pajęczyny.
- Na szczęście tutaj mamy mnóstwo smakołyków, myślę, że kuzyn Pafnucego nie będzie na nikogo polował, prawda? - uśmiechnięta Bernadeta nigdy nie podejrzewała nikogo o złe zamiary. - A tak przy okazji, jak on ma na imię? 
- Pantaleon - z kąta dobiegł zawstydzony szept. - Absolutnie nie mam zamiaru na nikogo polować.
- No właśnie, tyle tu pyszności - ciągnęła biedronka - mam ochotę coś przekąsić. 

  
 
- Proponuję smakowity deser z białej czekolady - zarżał Ziemowit. - Właśnie się nim delektujemy z Protazym i Szczepanem. Jest przepyszny!
- Znacznie lepszy niż ryby i skorupiaki - rozanielony pingwin poklepał się po brzuszku.
- O tak! A jak smakuje po długiej podróży. Nie żałuję, że dałem się namówić na dłuższy pobyt w Polsce - szop z uznaniem pokiwał głową.
 
 
- My mamy coś lepszego i znacznie zdrowszego - ćwierknęła Judyta, która nawet na wytwornym przyjęciu nie mogła się rozstać ze swoją nową czapeczką. - Orzeszki zawierają mnóstwo witamin i mikroelementów.
- Jesteś pewna? - Norbert z pewną rezerwą przyglądał się wypełnionej po brzegi miseczce.
- Jak myślisz Bazyli, warto tego spróbować?
- Warto, warto - zabeczał baranek - chociaż nic nie dorówna świeżym źdźbłom trawy. Na to jednak trzeba jeszcze trochę poczekać.
 
- Uwaga, uwaga, proszę o głos! - Gracjan zajął miejsce na środku naprędce zaimprowizowanej sceny. - Jak wszyscy wiedzą, spotkaliśmy się tutaj na przyjęciu urodzinowym Błękitnego Zamku. Świętujemy również zakończenie "Roku z amigurumi". Z tej okazji ogłaszam plebiscyt na najciekawszą opowiastkę o włóczkowym stworku. Zapraszam wszystkich w krótką podróż przez poszczególne miesiące.

GIL GRACJAN

http://blekitnyzamek.blogspot.com/2018/02/rok-z-amigurumi-2-pingwin-protazy.html
PINGWIN PROTAZY

http://blekitnyzamek.blogspot.com/2018/03/rok-z-amigurumi-3-baranek-bazyli.html
BARANEK BAZYLI
http://blekitnyzamek.blogspot.com/2018/04/rok-z-amigurumi-4-kozioek-konrad.html
KOZIOŁEK KONRAD
http://blekitnyzamek.blogspot.com/2018/05/rok-z-amigurumi-5-pszczoka-patrycja.html
PSZCZÓŁKA PATRYCJA
http://blekitnyzamek.blogspot.com/2018/06/rok-z-amigurumi-6-biedronka-bernadeta.html
BIEDRONKA BERNADETA
http://blekitnyzamek.blogspot.com/2018/07/rok-z-amigurumi-7-szop-szczepan.html
SZOP SZCZEPAN
http://blekitnyzamek.blogspot.com/2018/08/rok-z-amigurumi-8-nosorozec-norbert.html
NOSOROŻEC NORBERT

http://blekitnyzamek.blogspot.com/2018/09/rok-z-amigurumi-9-pajak-pafnucy.html
PAJĄK PAFNUCY
http://blekitnyzamek.blogspot.com/2018/10/rok-z-amigurumi-10-zrebak-ziemowit.html
ŹREBAK ZIEMOWIT
http://blekitnyzamek.blogspot.com/2018/11/rok-z-amigurumi-11-zow-zygfryd.html
ŻÓŁW ZYGFRYD
http://blekitnyzamek.blogspot.com/2018/12/rok-z-amigurumi-12-jemiouszka-judyta.html
JEMIOŁUSZKA JUDYTA
 
- Wśród osób, które wezmą udział w plebiscycie zostanie rozlosowana nagroda w postaci kalendarzyka z portretami bohaterów kolejnych opowiastek. Serdecznie zapraszam do głosowania! - Protazy skłonił się lekko i zszedł ze sceny. Miał już swojego faworyta na którego chciał zagłosować.
 
***
 
A co sądzą o opowiastkach Bywalcy Błękitnego Zamku? Która była Waszym zdaniem najciekawsza? Razem z Protazym zapraszam do zabawy i do końca stycznia czekam na Wasze głosy w komentarzach. 1 lutego wielkie losowanie i kalendarzyk wraz z niespodzianką powędruje do zwycięzcy.
Dziękuję, że jesteście ze mną od czterech lat. Dziękuję za każde dobre słowo, każde jest dla mnie ważne.
Specjalne podziękowania dla mojej Bratanicy za wszystkie pomysły, co powinno znaleźć się w poszczególnych opowiastkach oraz za pomoc w aranżacji urodzinowej sesji zdjęciowej.
Pozdrawiam najserdeczniej :)
 
 


niedziela, 6 stycznia 2019

Ze styczniowym nowiem


Tegoroczny słoiczek TUSAL-owy dopasował się kolorystycznie do Błękitnego Zamku. Znowu szukałam wzoru, który zmieściłby się na niewielkiej powierzchni pokrywki. W oko wpadły mi delikatne chabry i nagle pomysły posypały się jak z rękawa.
 
 
Haftowałam po raz pierwszy na lnie i pewnie nie będę oryginalna, jeśli powiem, że bardzo mi się to spodobało. Mam mały zapasik lnu obrazkowego,  pewnie wkrótce znowu po niego sięgnę.
 
 
Wieczko i etykietka obramowane wąziutką koronką pasmanteryjną. Długo zastanawiałam się jak ja przyszyć, aż w końcu... przykleiłam klejem do tkanin i jak na razie uważam, że to był strzał w dziesiątkę.
 
 
Litery tym razem pisane, inspirowane napisem o kompletnie innej treści, z któregoś numeru Anny, tak więc niektóre musiałam sama sobie rozrysować.

 
Na końcach błękitnej wstążeczki jeszcze dwa chabry, wyhaftowane na kanwie plastikowej - nie było problemu z wycięciem kształtu.
 

          
 
Poduszeczka do igieł wzorowana na kwiatku z Deszczowego Domu. Nie udało mi się do końca odtworzyć kształtu, ale jestem chyba blisko.


Do kompletu jeszcze kalendarz z błękitnymi kartkami i pełna gotowość do codziennego wrzucania nitek.
 
 
Tak, codziennie coś powinno znaleźć się w słoiczku, postanowiłam bowiem wydziergać w tym roku kocyk temperaturowy. Pomysł nienowy, kocyki takie krążą po sieci już od jakichś dwóch lat, ale ja jak zwykle jestem spóźniona jeśli chodzi o modne trendy. Nie przeszkadza mi to jednak i od 1. stycznia notuję skrzętnie temperaturę, a od piątku (dopiero wtedy dotarła do mnie zamówiona włóczka) zaczęłam dzierganie kwadratów. Moja paleta kolorystyczna, dopasowana do TUSAL-owego słoiczka, prezentuje się następująco:
 
 
Ciekawe czy użyję skrajnych kolorów...

 
Kwadraty mam zamiar łączyć na bieżąco białą włóczką. Co miesiąc pokażę postępy w pracy i mam nadzieję, że 1 stycznia 2020 będę mogła się otulić gotowym niebiesko-zielonym kocykiem.
 
 
Styczniowe pozdrowienia :)
 

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Stary rok w nogi...

 
Rok 2018 w Błękitnym Zamku rozpoczęłam prezentacją TUSAL-owego słoiczka i choć zabawa się już skończyła, postanowiłam ostatni raz pokazać mój pojemnik na robótkowe resztki. Tym bardziej, że chyba się spodobał pozostałym uczestniczkom, gdyż sklasyfikowały go na drugiej pozycji. Dziękuję bardzo za wszystkie oddane głosy!
 
 
Od ostatniego nowiu przybyło troszkę nitek i włóczek, na samym wierzchu te pozostałe po ozdabianiu nowego słoika. Tak, tak, w tle majaczy już rok 2019, a ja, zmotywowana docenieniem mojej pracy, postanowiłam dołączyć ponownie do zabawy. Tym razem organizuje ją Agata prowadząca blog Krzyżyk do krzyżyka. Banerek już jest, można się zapisywać do 6 stycznia.
 
http://krzyzykdokrzyzyka.blogspot.com/2018/12/tusal-2019.html
 
Mojemu tegorocznemu TUSAL-owi będzie towarzyszyło coś jeszcze, ale o tym przy okazji pierwszej prezentacji słoiczka.
 


W Nowym Roku życzę Wszystkim Gościom Błękitnego Zamku wielu pięknych, dobrych dni, wszelkiej pomyślności i Bożego błogosławieństwa.
 
 

sobota, 29 grudnia 2018

Rok z Amigurumi (12) - Jemiołuszka Judyta

 
- Uff! Nareszcie na miejscu - Judyta zmęczona długą podróżą z ulgą przysiadła na gałązce wysokiej lipy. Nie przypadkiem wybrała właśnie to drzewo. Wśród jego nagich gałęzi widać było charakterystyczne kule jemioły. Jemiołuszka miała nadzieję, że znajdzie wśród jasnozielonych owalnych listków pyszne białe kuleczki, które tak lubiła.
Coroczna podróż z Dalekiej Północy nad Wisłę była długa i tym razem obfitowała w liczne niespodzianki pogodowe. W Skandynawii mróz trzymał mocno i trudno było znaleźć cokolwiek do jedzenia, ale im dalej na południe, tym robiło się cieplej. Nad Bałtykiem złapał Judytę gwałtowny sztorm, na szczęście była już wtedy blisko brzegu. Deszcz nie ustawał i przemoczył jemiołuszce wszystkie piórka. Najgorsze było jednak to, że jej piękna czapeczka w norweskie wzory, z pomponem i nausznikami, która zazwyczaj skutecznie chroniła ją przed mroźnym powietrzem, pod wpływem nieustającej wilgoci rozciągnęła się i teraz spadała ptaszkowi na oczy. Dodatkowo kolory okazały się mało trwałe i gdzieniegdzie pojawiły się brzydkie, żółte zacieki.
- Przydałoby mi się nowe nakrycie głowy – westchnęła Judyta. – Najpierw jednak muszę rozejrzeć się za czymś do jedzenia.
Nadzieje jemiołuszki co do pysznych białych kuleczek na szczęście nie okazały się płonne. Jemioły nadzwyczaj obficie obrodziły tego roku i bez kłopotu dawało się znaleźć mnóstwo smakołyków. Większym problemem był nieprzerwanie padający deszcz.
- Mam tego dość, muszę znaleźć jakieś suche schronienie – zaświergoliła Judyta i ruszyła w drogę.
 
 
Przelatując nad małym miasteczkiem zauważyła w kilku oknach wielkie świecące gwiazdy. Bardzo ją zainteresowały, ostrożnie więc przysiadła na jednym z parapetów. Przez szybę, w której odbijały się refleksy światła, niewiele było widać, ale to co udało się jemiołuszce dostrzec, sprawiło, że podskoczyła z radości. Na blacie przykrytym turkusowym obrusem w złote gwiazdki stał szklany wazon, a w nim … pęk jemioły obsypany białymi jagodami. Szczęście sprzyjało ptaszkowi. Okno było uchylone i Judyta bez problemu wślizgnęła się do pokoju. Było tu zacisznie, ciepło i, co najważniejsze, sucho. Pod ścianą stała duża drewniana komoda, pod którą można było sobie urządzić przyjemną kryjówkę. Jemiołuszka postanowiła zostać tu kilka dni. Na kolację wybrała kilka najdorodniejszych owocków, a potem zaszyła się w najciemniejszym kącie pokoju i czując, że jej piórka nareszcie schną, a nie mokną, z ulgą zasnęła.
Dom, w którym zatrzymała się Judyta okazał się nad wyraz gościnny i przyjazny dla ptaszków. Każdego dnia jemiołuszka znajdowała na stole zostawione tam niby przypadkiem suszone żurawiny, pestki dyni i słonecznika. Gospodarze udawali, że nie słyszą odgłosów dochodzących spod komody, zawsze też zostawiali uchylone okno, tak, że Judyta mogła wylatywać na przechadzki, a potem wracać do swojego zacisznego kącika.
Któregoś dnia obudziło ją szuranie miotły. Ktoś krzątał się po pokoju przesuwając sprzęty i wymiatając kurze ze wszystkich zakamarków pomieszczenia. Gdy odgłosy sprzątania wreszcie ucichły, jemiołuszka z zaciekawieniem wyfrunęła spod komody. Wystrój pokoju się zmienił. Pęk jemioły został zastąpiony świerkowymi gałązkami, pośród których bieliła się szydełkowa gwiazdka, obok zaś pojawiły się tajemnicze paczuszki owinięte w błyszczące papiery i przewiązane pasmami czerwonej i zielonej rafii. Na jednym z pudełeczek leżała karteczka.
 
 
- Dla Judyty – przeczytała ze zdumieniem jemiołuszka. – Dla mnie? Ciekawe, co jest w środku. – Już chciała pociągnąć za koniec tasiemki, gdy usłyszała zbliżające się kroki i natychmiast spłoszona umknęła pod komodę.
 
 
- Czas położyć prezenty pod choinką i siadać do wieczerzy – do pokoju weszła młoda kobieta, zabrała wszystkie pakuneczki i spojrzała z uśmiechem w stronę komody. – Dla każdego, nawet najmniejszego stworzenia, znajdzie się jakiś drobiazg.
Przez cały wieczór Judyta bała się opuścić swoją kryjówkę. Z sąsiedniego pomieszczenia słychać było śmiechy, radosne okrzyki, wyśpiewywane głośno kolędy i pastorałki. Jemiołuszce najbardziej przypadła do gustu ta o pstrej kaczce i innych ptaszkach umilających czas małemu Jezusowi. Gdy wreszcie przed północą wszyscy wyszli na Pasterkę i w domu zapanowała cisza Judyta odważyła się w końcu wychylić spod komody. Gnana ciekawością pofrunęła do drugiego pokoju i zachwycona przysiadła na kredensie.
 
 
W kącie stała choinka przystrojona w gwiazdki, pierniki i małe rożki wypełnione słodyczami. Pośród kilku nierozpakowanych jeszcze paczuszek jemiołuszka dostrzegła tę z napisem „Dla Judyty”.
 
 
Na stole, na honorowym miejscu leżała wiązka sianka, a na niej figurka Dzieciątka. Małemu Jezusowi towarzystwa dotrzymywały dwa porcelanowe aniołki. Obok stał talerz pełen prześlicznych pierniczków.
 
 
Jemiołuszka chwyciła w dziobek zaadresowane do niej zawiniątko i przeniosła się z nim na stół.
 
 
- Chyba teraz mogę je otworzyć, jak myślisz Dzieciąteczko? – ćwierknęła cichutko. W blasku migoczących lampek choinkowych wydało jej się, że mały Jezus kiwnął przyzwalająco paluszkiem. Judyta pociągnęła za sznureczek i z pewnym trudem odwinęła złocisty papier.
 
 
- Jaka śliczna! Jaka zgrabna! Jaka ciepła! – z dzióbka jemiołuszki wydobywały się kolejne okrzyki zachwytu. W pudełeczku leżała czerwona czapeczka z gwiazdkowym szlaczkiem i białym pomponem.
 
 
Judyta natychmiast zerwała z głowy starą czapę i przystroiła się w nową. Uradowana latała po całym pokoju przysiadając to na choince, to przy stajence, ciesząc się pięknym prezentem.
 
 

 
 
 
Wreszcie wróciła na stół i skubnęła kilka okruszków piernika.

 
Potem usiadła blisko małego Jezuska i zaśpiewała na całe gardło na melodię swojej ulubionej pastorałki:
Na sianku
Jezusek.
Słucha śpiewu jemiołuszki
Zaciska małe paluszki
Z radości, z radości.
 
 
  
 
PS Ulubiona pastorałka Judyty brzmi tak: