niedziela, 30 kwietnia 2017

Z Archiwum "A" (4) - Chwała wam zające na łące

Kwartet uroczych zajączków. To im nie mogłam się oprzeć i po raz pierwszy kupiłam "Annę". W kwietniowym numerze z 2001 roku mają jeszcze towarzyszy z taczkami wykonanymi misternie ze sklejki, których kółeczka mają prawdziwe gumowe opony.



Żeby wykonać takie taczki, potrzebne są, cytuję: "sklejka o wymiarach 18,5 x 30 cm o grubości 4 mm; 8 drewnianych kółek z gumowymi oponami o średnicy 33 mm; 8 drewnianych śrubek o wymiarach 2 x 25 mm; po 20 ml matowej farby akrylowej w kolorach złotożółtym, karminowoczerwonym, niebieskim w odc. gencjany, zielonym w odc. mchu oraz czarnym; klej do drewna; kalka; piła; wiertarka; papier ścierny; pędzel." Rozczula mnie taka dbałość o szczegóły :)
Nie mam duszy majsterkowicza, nie miałam zamiaru sklejać i malować taczek, planowałam wykorzystać do sesji fotograficznej niebieskie taczki z zestawu lego duplo, niestety gdzieś się zawieruszyły.
W wyobraźni widziałam mój uroczy kwartet w ogrodzie, na zielonej trawce pod malinówką, albo nawet w pobliskim parku, gdzie w tym roku posadzono całe rzędy szafirków i żonkili.
W głowie cały czas mi rozbrzmiewała "Gloria" Stachury w wykonaniu SDM (vide 3. minuta), liczyłam, że może uda się złapać w kadr jakąś biedronkę.
Niestety pogoda pokrzyżowała wszystkie ambitne plany. Zajączki musiały się zadowolić organdynową łączką z pisankami leżącą na maszynie do szycia. Kolorystycznie są prawie identyczne, jak te z Anny.


Pojawiła się też pani Zającowa, w jaśniejszej tonacji, ubrana w różową spódniczkę i trawiastą bluzeczkę, cała w kwietniowych barwach Art-Piaskownicy.


Aż się prosi, żeby na ostatnią chwilę zgłosić ją do kolorowego wzywania .

http://art-piaskownica.blogspot.com/2017/04/kolory-kwietnia-edycja-sponsorowana.html

Zajączków było więcej. Dwa z nich Wielkanocny Szarak włożył do koszyczków. Tak się sprytnie ukryły, że ciężko było je wypatrzyć. Jeden otrzymał imię Marcin, drugi Waldek (okazało się, że jest on zapalonym kibicem drużyny piłkarskiej Brazylii) i wraz z kolegami oraz mamą Królikową wynajęły na Niedzielę Wielkanocną wygodnie urządzony domek dla lalek.
 

 Jako, że były prezentami pasują do całorocznej zabawy u Reni.

https://reanja1.blogspot.com/2017/04/hand-made-swietuje-i-wiosenne-candy.html

Marcin i Waldek odjechali ze swoimi nowymi właścicielami, a te, które zostały na miejscu dostały po pisance do pilnowania i cierpliwie (w przeciwieństwie do mnie) czekają na wiosnę. Liczą, że jeszcze wybiorą się w teren i zostaną uwiecznione na prawdziwej łące w towarzystwie jakiejś biedronki lub innego stworzonka.


I właśnie, gdy miałam już napisane te słowa zdarzył się cud. Wbrew prognozom, po tygodniu nieustannych deszczów, a nawet śniegów wyszło słońce! Co prawda kapryśne, chowające się co rusz za chmury, ale za drugim podejściem pozwoliło zrealizować wymarzoną sesję w plenerze.


Szaraki zachwycone słońcem, kwiatkami i zielenią rozpierzchły się po ogrodzie i z radością pozowały do zdjęć.

Ładnie mi w tych fioletach?
Któż to chowa się wśród tulipanowych liści?
Tajemniczy osobnik zdecydował się ujawnić
Uroczy duet
Nad głową widzę przepięknie kwitnącą jabłonkę.
Udało się!!! Jestem wśród różowego kwiecia.

Ale to nie koniec niespodzianek. Dziś w odwiedziny przyjechał Marcin ze swoim kolegą. Można było zrobić zdjęcie grupowe.


Wszystkie zajączki w komplecie pozdrawiają Was bardzo serdecznie :)

wtorek, 18 kwietnia 2017

Co Zajączek włożył do koszyczków?

W tym roku wytyczne dla Zajączka były jasne: minimum słodyczy, bo ich nadmiar nie sprzyja zdrowiu młodzieży. Wytyczne ze wszech miar słuszne, ale musiał Szarak się trochę nagłowić, by znaleźć zamienniki. W końcu sięgnął po szary papier, jutową taśmę i tekturowe pisanki wykonane dawno, dawno temu, podczas studiów w Krakowie. Kiedyś służyły jako zawieszki na wielkanocnym drzewku, ostatnio leżały w szufladzie. Z szarego papieru, po przeszyciu boków na maszynie, powstały torebeczki, do których wsypane zostały super-zdrowe orzechy, migdały, żurawiny, rodzynki i suszone morele. Na to opaska z przyklejonym jajkiem i praktyczna, a myślę, że również ładna, saszetka bakaliowa gotowa.


Dla każdego inny wzorek, dla każdego dodatkowo karteczka z imieniem przypięta drewnianą klamerką.
 


Jeszcze trochę owoców, symboliczny czekoladowy zajączek lub jajeczko i ...
 



... a nie, to niespodzianka. Co jeszcze Zajączek włożył do koszyczków okaże się w kolejnym odcinku "Z Archiwum "A" " (możecie ewentualnie tropić to coś na zdjęciach i zgadywać :).

I jeszcze kilka ujęć wielkanocnych ku pamięci.




Zgodnie z sugestią Reni zdecydowałam się na białe wstążeczki i jestem z tego bardzo zadowolona


Poświątecznie pozdrawiam :)

sobota, 15 kwietnia 2017

Prawdziwie zmartwychwstał!


Niech radość, nadzieja i pokój, 
których źródłem jest Zmartwychwstały,
wypełniają nasze serca.

Alleluja!

niedziela, 9 kwietnia 2017

Kwietna, Wierzbna, Palmowa

Jakieś dwa lata temu trafiłam, dzięki Sąsiadce, na stronę z opisem tradycyjnej śląskiej palmy. Stwierdziłam wtedy, że część składników mam w ogrodzie (bukszpan, jałowiec, tuja, cis), resztę zaś postanowiłam dosadzić. Kupiłam malutki krzaczek derenia i sadzonkę wierzby. Niestety wierzba już drugą wiosnę nie ma bazi (nie wiem, czy za młoda, czy to jakiś dziwny bezbaziowy gatunek), musiałam więc je kupić, natomiast dereń na tyle okrzepł, że w tym roku ścięłam jedną gałązkę. 
Jeżeli poszukać głębiej okazuje się, że rośliny tworzące palmę mogą być rozmaite. Pojawia się wśród nich leszczyna, trzcina, porzeczka, agrest, jemioła czy sosna. Najważniejsze, by było ich siedem, jak siedem mieczów boleści, które przeszyły serce Matki Bożej.
Moja tegoroczna palma składa się z bazi, tui, jałowca, cisu, bukszpanu, derenia, leszczyny i brzozy. Ta brzoza to ze względu na podobieństwo do leszczyny, dawno temu przekwitniętej. Udało mi się w ostatniej chwili znaleźć jakąś ułamaną gałązkę, na której ostały się charakterystyczne wiszące "sznureczki". Stąd w mojej palmie aż osiem gatunków roślin. Przewiązana jest czerwoną wstążką - według niektórych jedyny dopuszczalny kolor symbolizujący Krew Pańską.


Życzę Wszystkim owocnego, pełnego refleksji Wielkiego Tygodnia.
 
 

wtorek, 4 kwietnia 2017

Nowa pasja?

Kilka razy zdarzyło mi się zrobić jakąś kartkę, zaproszenie czy inną papierową pracę. Ostatnio spodobały mi się czekoladowniki i to tak bardzo, że kupiłam sobie pierwszy raz profesjonalny papier do srapbookingu, dwa zestawy: Lawenda i Jesień w Avonlea. Pożyczyłam świetną gilotynę od Sąsiadki (moja zaczęła szwankować) i zabrałam się za tworzenie. Oto plon:
1. Kartka urodzinowa dla Przyjaciółki (nawiązująca do prezentu, którym jest książka Lawrence'a Durrella pt. "Prowansja")



 2. Dopasowany czekoladownik

 
 




3. Kartka ślubna typu "pop twist up" (instrukcję, jak ją zrobić znalazłam tu)


Haft starałam się dopasować do opaski spinającej kartkę...
... i do motywów naklejonych w środku kartki.


4. Kartka wielkanocna (ta z trzeciego odcinka Z Archiwum "A" nie pozostała osamotniona)



5. Jeszcze jeden czekoladownik



 

Jak widać brakuje mi jeszcze rozmachu. Moje prace są raczej proste, oszczędne, z niewielką ilością elementów. Na obecnym etapie takie mi się najbardziej podobają, ale niewykluczone, że jeszcze się rozkręcę. Nowa pasja? Trudno powiedzieć. Na razie muszę dorobić się własnej gilotyny i wtedy na pewno coś papierowego tu jeszcze pokażę.

Słodkie buziaki przesyłam :)

czwartek, 30 marca 2017

Z Archiwum "A" - Jajko i ja

Kolorowe zawieszki w formie pisanek i zajączków, połączenie żółci z niebieskim oraz czerwieni z zielenią na lnianych serwetkach, wreszcie kieliszki na jajka i serwetniki, a wszystko to wykonane techniką haftu bargello. W marcowej Annie z 2003 roku wszystkie te drobiazgi zajmują aż dwie podwójne strony.


 
Tajemniczo brzmiąca nazwa haftu związana jest z Florencją, gdzie znajduje się pałac Bargello, a w nim kolekcja krzeseł obitych tkaniną wyhaftowaną "płomiennym ściegiem" (informacje znalezione w  Kufrze).
Na pierwszy rzut oka, taka technika wyszywania nie jest trudna, ot zwykłe ściegi płaskie, obrzeżone krzyżykami. Problemem, przynajmniej dla mnie, okazał się dobór tkaniny i odczytanie wzoru ze schematu. Zazwyczaj nie mam z tym problemu i nawet jeżeli przy pierwszym czytaniu czegoś nie rozumiem, w momencie gdy siadam z igłą i materiałem w ręku, wszystko okazuje się jasne i proste. Tym razem tak nie było. Po pierwsze wyszło na jaw, że splot aida zupełnie nie nadaje się do "bargellowania" (za duże prześwity między ściegami), mimo to jedno jajko powstało i zostało wykorzystane do ozdobienia przykrycia na koszyczek ze święconką - z daleka prześwity nie są tak widoczne ;)


Serwetkę, a właściwie wkład do prostokątnego koszyka uszyłam i obszydełkowałam parę lat temu. Cały czas jednak czegoś mi brakowało, szczególnie że tkanina lekko zżółkła. Koszyczek w nowej odsłonie prezentuje się następująco:


W Wielką Sobotę ozdobię go gałązkami bukszpanu. Waham się jeszcze co do koloru wstążeczek, którymi gałązki przywiążę. Kontrastowe żółte, czy harmonizujące z jajkiem zielone - jak myślicie?
Następne jajka haftowałam już na dwunitkowej kanwie,  nie do końca jestem jednak przekonana, czy właściwie odczytałam wzór. W końcu wypracowałam swój sposób haftowania, niekoniecznie zgodny z kanonem, ale przestałam się nad tym głowić. 
A tu dla porównania ten sam wzór (tylko kolejność kolorów inna) wyszyty na aidzie (z lewej) i na kanwie. Różnica w zbliżeniu wyraźnie widoczna ;)


A tu kolejne odmiany wzoru:


Pozostała kwestia, co zrobić z gotowymi jajeczkami. Zwyciężyła w końcu koncepcja bieżnika. Jako materiał podstawowy wykorzystałam szeroki pas organdyny pochodzący z jakiegoś bukietu. Wystarczyło podszyć krótsze boki i naszyć jajeczne aplikacje (zrobiłam to ręcznie). Pierwotnie pośród pisanek miał jeszcze kicać zajączek, ale marzec nagle dobiegł końca i zwierzak pozostał w sferze projektu. Może kiedyś się pojawi.


W powodzi zielonych pisanek zaplątała się jedna żółta, którą wykorzystałam na jedynej tym razem, zrobionej ręcznie kartce świątecznej.

 

Bieżnik i kartkę zgłaszam do całorocznej zabawy u Reni.

https://reanja1.blogspot.com/2017/03/hand-made-swietuje-marzec.html

 Z jajecznymi (jajcarskimi? ;) pozdrowieniami :)