piątek, 20 lipca 2018

Przed wyjazdem


Walizka spakowana, jeszcze tylko włożyć książki do torby i można ruszać. Karkonosze czekają! Ostatni raz widziałam je ćwierć wieku temu. To była pierwsza samodzielna wędrówka górska, na którą wybrałam się z moim bratem. Cały tydzień lało, a mgła była taka, że dochodząc do Samotni, musiałam potknąć się o murek okalający schronisko, żeby dotarło do mnie, że jesteśmy u celu. Mimo to wspominam ten wyjazd bardzo, bardzo miło :)
 
 
Na walizce stosik wakacyjnych lektur, a na nich przepiękna zakładka frywolitkowa. Przybyła do mnie jako dodatek do torebki-nerki, którą udało mi się wylicytować we wspominanej już przeze mnie aukcji.
 


 
Nerka jest bardzo poręczna i niezwykle starannie uszyta przez Renię, której bardzo dziękuję za ten uroczy bonus w postaci zakładki.
 

 
Jak widzicie w nerce ktoś się ukrył i ciekawie wygląda przez szparę. To mój wakacyjny towarzysz ;)
 
I jeszcze jedna przedwyjazdowa niespodzianka. Basia z Sielskiego Miejsca zaprosiła mnie do blogowej zabawy, nazywając Błękitny Zamek jednym ze swoich promyczków. Basiu, dziękuję Ci ogromnie! Nie dam rady wziąć udziału w zabawie, ze względu na wyjazd, ale cieszy mnie ten gest bardzo :)))
 
Pozdrawiam Wszystkich wakacyjnie i do zobaczenia :)
 
PS Oczywiście to nie wszystkie bagaże. Przy pakowaniu się na wakacje nie potrafię być minimalistką. A to jeszcze plecaczek z aparatem fotograficznym, a to koszyk z prowiantem, a to zgrzewka wody mineralnej i jeszcze parę drobiazgów, które zupełnie nie pasowałyby do kompozycji zdjęcia. Uczciwość każe mi o nich wspomnieć ;)

piątek, 13 lipca 2018

TUSAL lipcowy


Nareszcie w słoiczku pojawiły się nitki wycinane podczas haftowania ściegiem hardanger i tym samym mogę się pochwalić, że wreszcie skoczyłam zeszłoroczny sierpniowy projekt "Z Archiwum A". Białe krótkie nitki już pod warstwą resztek z szydełkowania kolejnego amigurumi i kolejnego batiku.


Obrusik z błękitnymi różami znalazł swoje miejsce na stoliku w sypialni, natomiast w sesji fotograficznej wzięły udział hortensje, które nadrabiają zeszłoroczne zaległości i kwitną wyjątkowo pięknie i obficie.


Wakacyjne, słoneczne, mocno kwiatowe pozdrowienia :)

sobota, 7 lipca 2018

Sobotnie muffinki z piątku


Muffinki morelowe


Składniki suche                                                                 Składniki mokre 
2 szklanki mąki                                                   1/2 szklanki oleju
3/4 szklanki cukru                                               1/2 szklanki mleka
2 łyżeczki proszku do pieczenia                           1/2 szklanki zmiksowanych moreli
szczypta soli                                                       2 jajka  
2 łyżeczki suszonej skórki pomarańczowej

2-3 morele pokrojone w kostkę

Składniki suche wymieszać ze składnikami mokrymi. Dodać pokrojone w kostkę morele. Piec w temperaturze 195 stopni C około 30-35 min. Po przestygnięciu udekorować rozpuszczoną gorzką czekoladą.

(15 sztuk)

sobota, 30 czerwca 2018

Rok z amigurumi (6) - Biedronka Bernadeta

 
- Biedroneczko, leć do nieba, przynieś mi kawałek chleba!
Dziewczynka, na której paluszku postanowiła przysiąść na chwilę Bernadeta, z uśmiechem wyrecytowała znany wierszyk. Biedronka słyszała go już wielokrotnie i zawsze zastanawiała się, czy na którejś chmurce znajduje się może jakaś piekarnia, w której można byłoby poprosić o małą skibkę lub przynajmniej okruszek pieczywa.
 
Dotychczas nie wyprawiała się w wyższe rejony. Wolała latać blisko ziemi, tam gdzie rosły kolorowe kwiaty. W ich płatkach często ukrywały się pyszne mszyce, a z tego co Bernadeta słyszała, ludzie nie lubili tych smakołyków. Byli wdzięczni, gdy ktoś pomagał im się ich pozbyć. Ludzie woleli chleb.
 
Tym razem Bernadeta postanowiła polecieć wyżej, ponad kwiaty, krzewy, a nawet drzewa i sprawdzić, czy uda się spełnić dziecięcą prośbę. Niezwykle sympatycznej i uśmiechniętej dziewczynce nie sposób było odmówić. Do dalekiej wyprawy trzeba się odpowiednio przygotować. Bernadeta zdawała sobie sprawę, że lot do nieba wymaga sporej kondycji, rozpoczęła więc regularne treningi. Góra-dół, góra-dół, od korzenia po najwyższe gałęzie, i tak co najmniej pięćdziesiąt razy dziennie.

 
Pierwszą rośliną treningową została mianowana różowa budleja, która tego lata wypuściła wyjątkowo długie pędy. W rozkwitających stożkach zalęgło się całkiem sporo mszyc, tak więc można było połączyć przyjemne z pożytecznym i po każdej rundzie schrupać smaczną przekąskę.
 
Jako pomoc do drugiego etapu ćwiczeń biedronka wytypowała rajską jabłonkę. Miło było muskać od czasu do czasu skrzydełkami coraz intensywniej czerwone kuleczki jabłuszek.
 
Spośród drzew wyższych Bernadeta wybrała malinówkę. Zielone jabłka spodobały jej się mniej, ale gdzieś usłyszała, że gdy dojrzeją, nabiorą szlachetnej, niemal bordowej barwy.
 
Wreszcie po kilku tygodniach systematycznych ćwiczeń biedronka doszła do wniosku, że jest gotowa na wielką przygodę. Rano zjadła pożywne śniadanie, redukując znacznie ilość mszyc na jednym z różanych krzaków i pełna optymizmu wyruszyła w drogę.

 
Świat z coraz większej wysokości wyglądał naprawdę cudownie. Całe połacie zieleni przetknięte były tu i ówdzie kolorowymi kępami kwiatów w pełnym rozkwicie. Bernadecie najbardziej spodobały się wielobarwne hortensje. Począwszy od bieli, poprzez seledyn, błękit, liliowy fiolet, intensywny róż, aż po głęboki amarant i bordo.  


Oprócz tego floksy, rudbekie, aksamitki i jeszcze wiele, wiele innych gatunków, których nazwy trudno spamiętać. Okazało się także, że niektóre malinówki zaczynają już czerwienieć.

 
Mimo, że leciała coraz wyżej i wyżej, nigdzie nie mogła dostrzec niczego, co chociaż trochę przypominałoby chleb.

 
Zaczęło się ściemniać i Bernadeta stwierdziła, że pora wracać. Nie była robaczkiem świętojańskim, nie potrafiła sobie oświetlić drogi. Z daleka zobaczyła migocący płomyk i postanowiła polecieć w jego kierunku.
W ogrodowej altance siedziała cała rodzina: rodzice, dziadkowie, czwórka dzieci. Na stole stał zapalony lampion, koszyk z pieczywem, talerz z pomidorami i bazylią, deska z kilkoma gatunkami sera oraz dzbanek z herbatą. Wszyscy zajadali aż miło.
- Mamusiu, biedronka! – ucieszyła się najmłodsza dziewczynka – Biedroneczko, leć…  - zaczęła tradycyjny wierszyk, ale natychmiast się zreflektowała. - Nie, o tej porze jesteś już pewnie bardzo zmęczona. Nie musisz mi przynosić żadnego chleba. Zresztą, mamy go pod dostatkiem.
„I całe szczęście, bo nie udało mi się znaleźć w górze ani okruszynki” – pomyślała Bernadeta. „Ale co się naoglądałam cudowności to moje”.

wtorek, 26 czerwca 2018

Seria muzyczna z odrobiną lawendy

Zaczęło się od prośby znajomych o zrobienie kartki z okazji 50-tych urodzin. Jubilat jest muzykiem, tak więc motyw nut sam się narzucał. Trochę było kombinowania z pięćdziesiątką, którą uparłam się zrobić techniką haftu matematycznego. Nie jest idealna, ale nie miałam już cierpliwości do kolejnych prób.
 
 
Już prawie pochowałam wszystkie papiery i narzędzia, gdy nagle dopadła mnie wena,  powstały więc jeszcze cztery kartki w podobnej stylistyce tworząc tytułową serię muzyczną.
 




 
W tym samym dniu otrzymałam przesyłkę-niespodziankę, a w środku... lawendowy bieżnik. Ofiarodawczyni tego pierwszego, postanowiła sprawić mi radość po raz kolejny, chcąc, by tym razem rozmiar idealnie pasował. Ja jednak znalazłam dla bieżnika inne miejsce. Położyłam go na mojej maszynie do szycia, która w tym roku świętuje swoje 80-te urodziny. Należy jej się z tej okazji odpowiedni prezent ;)
 
 
Za lawendowy bieżnik wypada podziękować lawendową kartką, co niniejszym czynię. Wiem, że już dotarła do Adresatki.
 

Ta sama kartka w innym oświetleniu przestaje być taka sama ;)
 
Produkcją kartek uczciłam pierwszy dzień wakacji. Niech będą dla Wszystkich udane i słoneczne.
Pozdrowienia! :)

PS Wczoraj pojawił się jeszcze jeden lawendowy drobiazg - przepiękna frywolitkowa bransoletka.




Jej Twórczynią jest Klimju - niezwykle zdolna osoba o wielkim sercu. Bransoletka trafiła w moje ręce dzięki tej akcji. O Lili można więcej przeczytać tu lub u jej Mamy Reni - równie zdolnej i wspaniałej kobiety. W dalszym ciągu można pomóc Dziewczynom kupując jeden z uroczych drobiazgów wystawionych na aukcji. Gorąco zachęcam! (Zdradzę w sekrecie, że mam na oku jeszcze jedno cudo, które licytuję i może już niebawem do mnie trafi.)

sobota, 23 czerwca 2018

Sobotnie muffinki


Muffinki czekoladowe z truskawkami

Składniki suche                                                                 Składniki mokre 
2 szklanki mąki                                                   1/2 szklanki oleju
3/4 szklanki cukru trzcinowego                           3/4 szklanki mleka
2 łyżeczki proszku do pieczenia                           2 łyżki jogurtu greckiego
2 łyżki kakao                                                       2 jajka  
szczypta soli                                                       
cukier waniliowy
1/2 tabliczki gorzkiej czekolady
truskawki

Składniki suche wymieszać ze składnikami mokrymi. Przełożyć do papilotek, na każdej babeczce położyć dwie ćwiartki truskawki. Piec w temperaturze 195 stopni C około 30-35 min. Po przestygnięciu posypać cukrem pudrem.

(18 sztuk)

środa, 13 czerwca 2018

TUSAL czerwcowy


Cały czas wydaje mi się, że słoiczek wypełnia się bardzo powoli, ale jak tak popatrzeć: jesteśmy prawie w połowie roku, a i słoik w połowie zapełniony.


Przybyło trochę cukierkowych, trochę biedronkowych resztek, i nawet parę nitek z mereżkowania. Tak więc nie jest źle! (choć oczywiście mogłoby być lepiej;)
 
 
Dzisiejsza sesja fotograficzna w scenerii mocno lawendowej. Kwiatki ścięte przed rozkwitnięciem już się wysuszyły tworząc mały bukiecik. Kwiatki suszące się na serwetce posłużą do produkcji cukru lawendowego. Kwiatki w pełni rozkwitu postoją trochę w wazonie wypełniając aromatem cały pokój.
Czerwcowe, lawendowe pozdrowienia :)