piątek, 31 lipca 2026

Niebieski lipiec


Niebieski, błękitny, lazurowy, chabrowy, a nawet granatowy był tegoroczny lipiec. W domu już od wejścia rzucała się w oczy niebieska dekoracja.


W altance, z okazji letniego pikniku, który z powodu pogody został przeniesiony z Wilczych Dołów do ogrodu, pojawił się niebieski obrusik i niebieskie serwetki.


Z niebieskimi produktami spożywczymi nie było łatwo, ale po dołożeniu kilku w niebieskich opakowaniach powstała całkiem udana kompozycja.


Uczestniczki letniego spotkania były zaskoczone, że udało się przygotować tyle niebieskich potraw - ja też ;)


Jeśli chodzi o niebieską kreację piknikową w pierwszej wersji miała to być niebieska powiewna spódnica, niebieski wisiorek i błękitny szal. 

   

Zmieniające się prognozy spowodowały zmianę koncepcji: zamiast spódnicy granatowe spodnie, a do tego niebieska bluzka. Wisiorek i szal bez zmian. 



Ostatecznie trzeba było dorzucić jeszcze kurteczkę.


Na Wilczych Dołach niełatwo było znaleźć niebieskie kwiaty. Resztki niezapominajek, chabry i cykoria. Kwitnący len ozdobny został skoszony, zanim zdążyłam go sfotografować. Dlatego też w ostatnią lipcową sobotę sama zadbałam o część niebieskości do zdjęć.





W niebieskim zestawie robótkowym były się przede wszystkim włóczki i muliny oraz trzy kawałki tkanin w tonacji niebiesko-granatowej.


Udało się wyszydełkować towarzysza dla Marcjanny i podkładkę.



Niebieskości pojawiły się na igielniku.


Maszyny do szycia znowu nie otworzyłam.

Ostatni lipcowy tydzień upłynął pod znakiem niebieskich podwieczorków. Wyciągałam różne niebieskie elementy zastawy i starałam się o niebieskie przekąski.

Ciasteczka owsiane z płatkami chabrów i borówki

Ciasteczka makowe z miodem z płatkami chabrów

Ciasteczka makowe z jogurtem słodzonym miodem chabrowym

Desery jogurtowe barwione wywarem z klitorii

Młynek widoczny na ostatnim zdjęciu pochodzi z wyprawy ślubnej mojej babci i ma już prawie 90 lat, bardzo dawno nie był już używany. Jako, że dostałam ostatnio od koleżanki kawę ziarnistą, miałam zamiar zmielić ją w tym zabytku. Niestety okazało się, że wnętrze jest zardzewiałe i kawa mogłaby nabrać niepożądanego smaku. Trzeba było zrezygnować. Ale na zdjęciu wygląda ładnie. 

Niebieski stosik lekturowy liczył osiem pozycji. Nie mogło w nim zabraknąć ukochanego "Błękitnego Zamku" czytanego po raz n-ty. Przy stosiku pozuje do zdjęcia Dionizy :)



Filmowo przeniosłam w czasy licealne, kiedy to zachwycałam się pierwszą częścią trzykolorowej trylogii Kieślowskiego i "Wielkim Błękitem" Bessona. Dziś patrzę na te filmy trochę inaczej, ale sentyment pozostał.

źródło grafiki: https://www.filmweb.pl/film/Wielki+b%C5%82%C4%99kit-1988-11673/posters

źródło grafiki:https://warszawa.repertuary.pl/film/trzy-kolory-niebieski.html

Niebieskie pozdrowienia :)

niedziela, 26 lipca 2026

Niebieski Dionizy

Do Marcjanny po kilku tygodniach dołącza zwykle Dionizy (D jak dzielenie). Nie inaczej będzie tym razem. Wyszydełkowany w lipcu jest oczywiście niebieski.

Podobnie jak Marcysia wybrał się ze mną wczoraj na Wilcze Doły. Niestety nie udało mu się znaleźć niebieskich kwiatków, żeby się z nimi sfotografować. Zapozował na tle nierozkwitniętego jeszcze rozchodnika.

Potem ustawił się obok przekwitniętej już, bliżej nieokreślonej krzewinki.

Wskoczył na brzózkę samosiejkę i na jeszcze jedno drzewko.

Zdziwił się bardzo kwitnącą bergenią (te, które mam w ogrodzie kwitną na wiosnę).

Z lubością zanurzył się w gąszcz kwiatków przymiotna.

Dzisiaj szukał niebieskich roślin w ogródku, ale też niewiele znalazł, tylko owoce mahonii i fioletowo-niebieskie przegorzany.

Na koniec stanął przy serwetniku na stole w altance, po czym do zdjęcia zaprosił Marcjannę.

Pozdrowienia od niebieskiego Dionizego (i różowej Marcjanny) :)

poniedziałek, 13 lipca 2026

Niedziela w kolorze blue

Wcale nie była smutna, wręcz przeciwnie, przyniosła wiele radości, choć bez deszczu się nie obyło. To już szóste w sumie, a drugie letnie i w pełnym składzie spotkanie z Przyjaciółkami na Wilczych Dołach. Tydzień temu prognozy przewidywały na wczoraj 29 stopniowy upał, ale z dnia na dzień się zmieniały zapowiadając coraz niższą temperaturę. Skończyło się na deszczu i chłodzie. Nie zamierzałyśmy zmieniać planów (wreszcie udało nam się spotkać w piątkę), trzeba je było trochę zmodyfikować i dostosować do pogody.

Zgodnie z wybraną przeze mnie na lipiec tonacją, letnie spotkanie zostało zdominowane przez  kolor blue. Niebieski obrusik, niebieskie serwetki, pojemniki z niebieskimi wieczkami i niebieskie potrawy.

Początkowo myślałam, że przygotowanie niebieskiego menu będzie bardzo trudne, ale okazało się, że jest trochę produktów spożywczych mających ten kolor lub mających go w nazwie. 

Tradycyjna już tarta miała tym razem w nadzieniu sery z niebieską pleśnią.

Towarzyszył jej pieczony halibut niebieski (z nazwy, bo kolor miał biały) z ziołami.

Nie pokusiłam się o przygotowanie pstrąga na niebiesko, choć przepis znalazłam. Może jeszcze kiedyś spróbuję. Warzyw niebieskich chyba nie ma, za to jeśli do żółtej papryki dodałoby się kroplę błękitu powinien wyjść zielony ogórek ;)

Na deser galaretka o smaku borówkowym z borówkami oraz dwa rodzaje ciasteczek: owsiane z czekoladą (opakowania czekolady i płatków owsianych miały niebieski kolor) z płatkami chabrów oraz kruche z makiem, który z nazwy jest również niebieski.

Toast za lato wzniosłyśmy napojem z klitorii ternateńskiej

Jego przepiękny niebieski kolor jest całkowicie naturalny, a po dodaniu odrobiny soku z limonki lub cytryny zmienia się na różowo-fioletowy (wypróbowałyśmy!). Każda uczestniczka spotkania dostała torebeczkę z garstką kwiatków i opisem ich dobroczynnego działania. W sam raz dla pań w okolicach 50-ki ;)

Była jeszcze zielona herbata z płatkami chabrów, chabrowy miód, a także owoce i słodkości przywiezione przez Dziewczyny. Wszystko zostało zapakowane do koszyków i przetransportowane na Wilcze Doły w nadziei, że niebo jednak się rozpogodzi. 

Nadzieje okazały się płonne, pojawił się dodatkowo dość zimny wiatr, więc po jednej rundce wokół polderu odbytej pod parasolami i zrobieniu zdjęć wróciłyśmy do domu, żeby piknikować w ogrodowej altance. Tu było zacisznie, nie czuło się chłodu i nawet w pewnym momencie słońce zdecydowało się wyjrzeć zza chmur. Jak w życiu ;)

Letnie, niebieskie pozdrowienia :)