Nie były to Czerwone Wierchy (niestety!), ani nawet Czerwony Klasztor. Był:
Mój brat zaprosił mnie na małą wycieczkę sentymentalną. Pojechaliśmy w okolice, w których spędziliśmy jedne z pierwszych wyjazdowych wakacji, gdy ja miałam pięć lat, a on trzy i pół. Wtedy też mój brat zdobył swój pierwszy górski szczyt - Kopę Biskupią. Ja wtedy przeżywałam okres strachu przed wilkami w lesie i odmawiałam każdego dalszego spaceru leśnego. Musiałam być w tym bardzo stanowcza, skoro babcia z mamą się wymieniały i zostawały ze mną na kwaterze. Tym razem żadnych wilków nie było, pogoda cudnie dopisała i spędziliśmy urocze pół dnia w niewysokich górkach.
Na wyjazd przygotowałam menu piknikowe, oczywiście w sierpniowych czerwieniach (zeszłoroczne pojemniki z różowego powitania lata tym razem udawały kolor czerwony ;) .
Wyjątkowo nie było tarty (choć pomysł się pojawił). Jako danie "główne" upiekłam focaccię z suszonymi pomidorami i rozmarynem oraz wołowe burgerki (wołowina to "czerwone" mięso). Do tego sałatka caprese (pomidorki koktajlowe), pokrojona w paski czerwona papryka i dip jogurtowy z wędzoną papryką, do którego dorzuciłam resztkę suszonych pomidorów.
Na deser ciastka kawowe z malinami, zestaw owoców z czerwoną skórką (czerwona śliwka i nektarynka) oraz galaretka poziomkowa z kawałkami truskawek przybrana gałązką czerwonej porzeczki.
W butelkach sok z czerwonej porzeczki oraz kawa.
Szliśmy różnymi kolorami szlaków, zdarzył się również fragment czerwony.
Droga prowadziła wzdłuż granicy z Czechami.
Wśród mijanych drzew co rusz pojawiał się jarząb pospolity.
Jarzębina coraz bardziej czerwona, co budzi we mnie nostalgię związaną ze zbliżającym się końcem lata.
Były też bzy koralowe z drobniejszymi i bardziej intensywnie czerwonymi owockami.
Znalazły się także ostatnie maki.
Przy schronisku przywitał nas skrzat Ludosza. Wcale nie wyglądał na złośliwego.
Spoglądał, czy komuś nie jest potrzebna pomoc medyczna. W razie czego miał pod ręką górską apteczkę.
Wracaliśmy snując wspomnienia z czasów dzieciństwa i ciesząc się swoją obecnością. Dobrze mieć Brata!
Czerwono-górskie pozdrowienia :)





























































