niedziela, 25 października 2026

Dyniek w Szwajcarii

Mniej więcej raz w miesiącu umawiam się na leśny spacer z moją przyjaciółką z lat licealnych. Mieszka ona w niewielkiej miejscowości i las ma na wyciagnięcie ręki. Tym razem jednak postanowiłyśmy zmienić miejsce spaceru i odwiedzić tzw. Szwajcarię Rachowicką. Jest tam niedługa ścieżka edukacyjna, wijąca się po pagórkach, urozmaicona mostkami, schodkami i tarasikami widokowymi. W pięknej jesiennej scenerii dotleniłyśmy się, a potem zasiadłyśmy pod wiatą na mini-piknik. Nieoczekiwanie z koszyka piknikowego wyskoczył pomarańczowy skrzacik w zielonej czapeczce, który, jak później się okazało, nazywa się Dyniek.

Marzył mi się większy jesienny piknik z pełnowymiarowym pomarańczowym menu, ale jakoś nie udało się go zorganizować. Zadowoliłam się spontanicznie zapieczonymi dzień wcześniej śliwkami pod kruszonką, do których dorzuciłam troszkę skórki pomarańczowej. Do tego krem jogurtowy z dodatkiem soku z pomarańczy, plasterki świeżej pomarańczy oraz zielona herbata z suszonymi kawałkami pomarańczy i płatkami nagietka.

Dyniek dzielnie nam towarzyszył, a po powrocie do domu zażyczył sobie jeszcze zdjęć z dyniami w przedsionku.

Na stole, na obrusie haftowanym w pomarańczowe kwiatki.

Na stoliku obok koszyka z zasuszonymi już wrzosami.

I wreszcie przy zestawie pomarańczowych książek.

Wczoraj Dyniek był ze mną na Wilczych Dołach.

Pomarańczowe pozdrowienia od Dyńka :)

czwartek, 15 października 2026

Pomarańczowy Dzień Nauczyciela

Wczoraj, w związku z Dniem Nauczyciela, który w tym roku trafił się wyjątkowo wolny (żadnego szkolenia BHP, czy tym podobnego), miałam zamiar zabrać się za jesienne porządki w ogrodzie. Natura jednak chyba wyczuła mój ogólny brak sił, bo poranek przywitał mnie deszczem. Postanowiłam zatem poodpoczywać i zaczęłam dzień od pomarańczowej lektury.


Około południa stwierdziłam, że może wykorzystam jednak zestaw produktów na pomarańczowy obiad, który planowałam na minioną niedzielę. Zaczęłam od ustawienia na stole wszystkich (no prawie, potem okazało się, że to i owo muszę dołożyć) potrzebnych składników.


Oto co w dwie godziny później z nich powstało. 


Na początek zupa krem z marchewki (ta sama, co w karmelowym lutym, ale teraz z imbiru akcent został przeniesiony właśnie na marchew) z dużą ilością świeżej kolendry i gotowymi grissini.


Na drugie danie tarta z dynią i serem feta oraz sałata z pomarańczą.



Na deser brzoskwinie w kisielu oraz dodająca podobno energii herbatka pomarańczowa.



Ze względu na to, że od dwóch miesięcy życie toczy się głównie na piętrze, stołu nie nakrywałam, choć obrus z pomarańczowymi, haftowanymi kwiatkami wyciągnęłam. Taca służąca nam codziennie do transportu gotowych dań na piętro, całkiem przypadkiem dopasowała się do pomarańczowego menu.


W czasie obiadu pojawiło się słońce, więc po południu można było pójść na spacer i poszukać na Wilczych Dołach pomarańczowych obiektów fotograficznych na sobotni poranek (coś tam znalazłam, zobaczymy, czy aura pozwoli na ładne zdjęcia).


Wieczorem zrobiłam jeszcze kilka rządków pomarańczowej robótki i tak nauczycielskie świętowanie dobiegło końca.


Wszystkim koleżankom i kolegom po fachu (obecnym i byłym) składam najlepsze, pomarańczowe życzenia :)

czwartek, 1 października 2026

12 kolorów. Pomarańczowy

Sezon dyniowy w pełni, tak więc w przedsionku, na lnianej serwetce z kompletu przywiezionego z Wilna usadowiły się dwie dorodne dynie. Październik nie może mieć innego koloru niż pomarańczowy.

Niestety dnia ubywa coraz intensywniej, niezbędne będą świeczki. Jedna pomarańczowa stanęła na pomarańczowej małej serwetce szydełkowej.

Do tego pomarańczowy wysoki dzbanek, a w nim gałązki z żółkniejącymi dębowymi listkami.

Dwa z nich spadły malowniczo na szafkę. Kasztan jeszcze z dekoracji wrześniowej, trzy żołędzie z tego samego dębu, co listki.

Wiklinowy wianuszek ozdobiony dwoma kwiatkami z tej dekoracji czarnej spódnicy.

Dla przełamanie monotonii kolorystycznej jeszcze jedna dynia - zielona i świecąca.

I właściwie dekoracja gotowa, ale piękna słoneczna pogoda tak zachęcała do spaceru, że nie dało się usiedzieć w domu. Z przechadzki przyniosłam garść świeżych kasztanów. Teraz jest prawdziwie jesiennie.

Październikowe, pomarańczowe pozdrowienia :)