W dzieciństwie Wielkanoc kojarzyła mi się nieodłącznie z kolorem żółtym. Długo na te święta kupowałam żółte serwetki i w takiej tonacji nakrywałam stół. W tym roku moja Wielkanoc była zielona, a zupełnie nieoczekiwanie (wcale tego nie planowałam) Zielone Świątki okazały się żółte. Rozmawialiśmy kiedyś w rodzinno-przyjacielskim gronie, na temat braku tradycji związanych ze świętami Zesłania Ducha Świętego i w ogóle braku podkreślania rangi tej uroczystości. Kuzynka zaproponowała wtedy, że można upiec ciastka w kształcie języków ognia;) Jakoś nigdy ten pomysł nie został zrealizowany. Obiecywałam sobie wiele razy, że przygotuję coś wyjątkowego na zakończenie okresu wielkanocnego, ale nigdy się nie udało. W tym roku też nie miałam żadnych planów, tym bardziej, że wymagająca codzienność szkolna i domowa pochłania mnóstwo mojego czasu i energii. Jednak niespodziewanie żółte pomysły obiadowe zostały zrealizowane właśnie w ten weekend. Żółtych dań starczyło nawet na dwa dni świętowania.

Dzisiejszy obiad zaczęliśmy od drobiowego rosołku z grysikowymi kluseczkami, do których zamiast tradycyjnej gałki muszkatołowej dodałam odrobinę curry (trochę za mało, bo okazało się prawie niewyczuwalne).
Na drugie danie upiekłam Benedyktyński placek serowy (nadzienie z żółtym serem). Przepis jeszcze z czasów przedinternetowych, znaleziony w jakimś czasopiśmie, dawno go nie robiłam i może dlatego wyszedł nie do końca tak, jak chciałam.

Do tego panierowane polędwiczki z kurczaka (przyprawione również curry) i sałata z żółtymi pomidorkami.


Na deser galaretka cytrynowa z melonem i żółtym biszkopcikiem.

Do picia lemoniada z miętą (z żółtymi plasterkami cytryny) i białe (ale w kolorze żółte) wino mołdawskie.

Na jutro zaś przewidziany jest dorsz upieczony z żółtymi pomidorkami i sałatka z kaszy jaglanej z kukurydzą i ananasem.


W tym roku Zielone Świątki zbiegły się z imieninami Joanny. Wszystkim zaglądającym tu Joannom składam najlepsze życzenia, nawet jeśli świętują kiedy indziej.
Żółte, zielonoświątkowe pozdrowienia :)
