Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Czerwony sierpień


Czerwień w przyrodzie kojarzy się już trochę z jesienią, ale dla mnie w tym roku czerwony był letni sierpień. Jak już pisałam biel i czerwień skojarzyła mi się trochę marynistycznie i w takim stylu zaaranżowałam przedsionkową dekorację.


Czerwonych kwiatków na Wilczych Dołach po lipcowym koszeniu właściwie nie było. W pierwszą sierpniową sobotę udało się jeszcze znaleźć po drodze trochę maków, ale potem musiałam się skoncentrować na czerwieniejących listkach różnych roślin, które wyłuskiwałam spośród zieleni. Raz były one bardziej bordowe, raz wpadały w brąz, jeszcze kiedy indziej w róż.





W ostatnią sobotę sierpnia na spacerze towarzyszyły mi dwa ptaszki: pseudo-kardynał szkarłatny (w odróżnieniu od właściwego, który wygląda tak) oraz gwiezdnik czarnodzioby.

Tego pierwszego wykonałam inspirując się feniksami z Kłębowiska. Gwiezdniki zostały zrobione wg sprawdzonego wzoru z Deszczowego Domu. Ptaszki powstały z trzech odcieni czerwonych bawełnianych włóczek. Oprócz nich w czerwonym zestawie robótkowym pojawiły się dwa kawałki czerwonych tkanin, czerwone muliny (niewiele ich mam w swoich zapasach), wstążki i stara kuchenna zasłona w czerwono-białą kratkę. 

Przez cały sierpień próbowałam nadrobić zaległości w haftowaniu księcia Wellingtona. Trochę przybyło (choć nie tyle, ile bym chciała). Tak było miesiąc temu:

Tak jest teraz:

Nie wiem, czy róże, które tata kupił mamie z okazji rocznicy ślubu to akurat ta odmiana, ale wyglądają bardzo podobnie.

W igielniku pojawił się ósmy kolor.


Tym razem udało mi się otworzyć maszynę do szycia. Mała resztka czerwonego materiału przeobraziła się w czerwony bieżniczek do przedsionka.

Zasłona została przerobiona na trzy obrusiki: jeden na stół w altance, drugi na wspomnianą maszynę do szycia, a trzeci awansował na obrus piknikowy.

Piknik był tym razem górski, dwuosobowy, bratersko-siostrzany, przygotowany z większości składników tego zestawu produktów spożywczych.

Rekordowe okazało się sierpniowe czytelnictwo W sumie jedenaście książek (jedną jeszcze końćzę). 

Cztery z czerwonymi okładkami, cztery z czerwienią w tytule, dwie z czerwonymi motywami na okładce i jedna, która w nowym wydaniu ma czerwoną okładkę, ale w bibliotece była tylko stara wersja.

Nie wszystkie wrażenia pozytywne, ale ogólnie na plus.

Filmowo uzupełniłam trylogię Kieślowskiego. Znowu wróciły wspomnienia wczesnej młodości.

Źródło grafiki:https://kinopalacowe.pl/filmy/13248-dkf-zamek-trzy-kolory-czerwony/

I jeszcze czerwone letnie sukienki, odpowiednie na sierpniowe upały.

Czerwone pozdrowienia :)

niedziela, 30 sierpnia 2026

Czerwone ptactwo

Pomysł, żeby wrócić do sprawdzonego wzoru szydełkowego i wykorzystać małe resztkowe kłębuszki pojawił się już w niebieskim lipcu, który jakoś podejrzanie szybko się skończył nie pozwalając na stworzenie błękitnych ptaszków. Wróciłam do koncepcji w sierpniu i najpierw powstał taki osobnik. Ledwo zdążyłam go sfotografować (w mocno niesprzyjających warunkach świetlnych), a już odleciał na Lubelszczyznę, gdzie pewna znawczyni ptactwa sklasyfikowała go jako gwiezdnika czarnodziobego.

Potem pojawił się pseudo-kardynał szkarłatny, który przysiadł na sierpniowym stosiku książkowym.

Powstał też drugi gwiezdnik. Oba ptaszki były ze mną wczoraj na Wilczych Dołach, ale biedactwa zmokły, więc nie bardzo miały ochotę pozować do zdjęć.

Lepiej poczuły się dziś w ogrodzie, przysiadając na altankowym stole.

Przefrunęły też na rododendron o czerwieniejących listkach.

I na krzak hortensji bukietowej o subtelnie czerwonawych kwiatkach.

Wreszcie rozgościły się na hibiskusie, którego czerwone kwiaty już przekwitły.

Ptaszęce pozdrowienia :)

piątek, 31 lipca 2026

Niebieski lipiec


Niebieski, błękitny, lazurowy, chabrowy, a nawet granatowy był tegoroczny lipiec. W domu już od wejścia rzucała się w oczy niebieska dekoracja.


W altance, z okazji letniego pikniku, który z powodu pogody został przeniesiony z Wilczych Dołów do ogrodu, pojawił się niebieski obrusik i niebieskie serwetki.


Z niebieskimi produktami spożywczymi nie było łatwo, ale po dołożeniu kilku w niebieskich opakowaniach powstała całkiem udana kompozycja.


Uczestniczki letniego spotkania były zaskoczone, że udało się przygotować tyle niebieskich potraw - ja też ;)


Jeśli chodzi o niebieską kreację piknikową w pierwszej wersji miała to być niebieska powiewna spódnica, niebieski wisiorek i błękitny szal. 

   

Zmieniające się prognozy spowodowały zmianę koncepcji: zamiast spódnicy granatowe spodnie, a do tego niebieska bluzka. Wisiorek i szal bez zmian. 



Ostatecznie trzeba było dorzucić jeszcze kurteczkę.


Na Wilczych Dołach niełatwo było znaleźć niebieskie kwiaty. Resztki niezapominajek, chabry i cykoria. Kwitnący len ozdobny został skoszony, zanim zdążyłam go sfotografować. Dlatego też w ostatnią lipcową sobotę sama zadbałam o część niebieskości do zdjęć.





W niebieskim zestawie robótkowym były się przede wszystkim włóczki i muliny oraz trzy kawałki tkanin w tonacji niebiesko-granatowej.


Udało się wyszydełkować towarzysza dla Marcjanny i podkładkę.



Niebieskości pojawiły się na igielniku.


Maszyny do szycia znowu nie otworzyłam.

Ostatni lipcowy tydzień upłynął pod znakiem niebieskich podwieczorków. Wyciągałam różne niebieskie elementy zastawy i starałam się o niebieskie przekąski.

Ciasteczka owsiane z płatkami chabrów i borówki

Ciasteczka makowe z miodem z płatkami chabrów

Ciasteczka makowe z jogurtem słodzonym miodem chabrowym

Desery jogurtowe barwione wywarem z klitorii

Młynek widoczny na ostatnim zdjęciu pochodzi z wyprawy ślubnej mojej babci i ma już prawie 90 lat, bardzo dawno nie był już używany. Jako, że dostałam ostatnio od koleżanki kawę ziarnistą, miałam zamiar zmielić ją w tym zabytku. Niestety okazało się, że wnętrze jest zardzewiałe i kawa mogłaby nabrać niepożądanego smaku. Trzeba było zrezygnować. Ale na zdjęciu wygląda ładnie. 

Niebieski stosik lekturowy liczył osiem pozycji. Nie mogło w nim zabraknąć ukochanego "Błękitnego Zamku" czytanego po raz n-ty. Przy stosiku pozuje do zdjęcia Dionizy :)



Filmowo przeniosłam w czasy licealne, kiedy to zachwycałam się pierwszą częścią trzykolorowej trylogii Kieślowskiego i "Wielkim Błękitem" Bessona. Dziś patrzę na te filmy trochę inaczej, ale sentyment pozostał.

źródło grafiki: https://www.filmweb.pl/film/Wielki+b%C5%82%C4%99kit-1988-11673/posters

źródło grafiki:https://warszawa.repertuary.pl/film/trzy-kolory-niebieski.html

Niebieskie pozdrowienia :)