Wszystko się kiedyś kończy. Bieszczadzkie wakacje kocyka też dobiegły kresu. W drodze powrotnej zatrzymał się jeszcze w skansenie w Sanoku i oczarowany spacerował po dróżkach prowadzących do łemkowskich chat, cerkwi, ogródków, zaglądał do różnych zakładów rzemieślniczych, wnętrz domostw, podziwiał rosnące bujnie kwiaty.
Dzisiejsze pozdrowienia już nie bieszczadzkie :)
***
PS Codzienne relacje z wakacyjnych wędrówek kocyka powstawały na gorąco, za pomocą telefonu, stąd jakość zdjęć i formatowanie wpisów trochę szwankowało. Mimo to kocyk miał wytrwałych kibiców, co go bardzo cieszyło. Agatko, bardzo dziękuję za codzienne komentarze! Nie odpowiadałam, bo pisanie na małym ekraniku nie jest moim ulubionym zajęciem. Postaram się wszystko nadrobić.
PPS Przedstawiam Wam Sówkę Stellę:
Wiecie, co mi powiedziała, gdy chciałam ją zapakować do torby?
"Rzucam wszystko, zostaję w Bieszczadach."
I tyle ją widziałam. Ma zamiar zamieszkać w Przystanku Cisna. Całe szczęście, że Gospodarze kochają zwierzęta. Na pewno się nią zaopiekują :)


















































