Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 września 2026

Fioletowy wrzesień


Pierwsze fioletowe wrzosy fioletowo-wrzosowego września pojawiły się w przedsionku, a potem stopniowo rozprzestrzeniały się na cały dom i ogród.


Koszyczek z wrzosem stanął na środku urodzinowego stołu i tam pozostał po jego złożeniu.



W prezencie dostałam koszykową torebkę z dwoma wrzosami.


Zeszłoroczne wrzosy, które udało się przechować przez zimę i które całe lato rosły w skrzynkach wylądowały w gruncie.


Wrzosami zostały zastąpione supertunie przed domem oraz werbeny i sanwitalie na altance.



Na altankowym stole wyjątkowo nie wrzosy, ale pozostałe po odmłodzeniu doniczek z trzykrotkami fioletowe liście tych roślin. 


Był też przez chwilę mały fioletowy marcinek, który ułamał się z krzaczka zasadzonego przed domem. 


Całe lato planowałam przearanżować trochę mały ogródek przy wejściu. Na planach się kończyło. Wreszcie we wrześniu kupiłam stos cebulek i posadziłam je "przyszłemu latu" (a właściwie wiośnie). Tymczasową pustkę zapełniły cztery fioletowe marcinki.




A dekoracja przedsionkowa, od której wszystko się zaczęło, wzbogaciła się jeszcze o fioletowy dzwonek, o którym początkowo zapomniałam, a także pierwszy tegoroczny kasztan.


Fioletowy zestaw produktów spożywczych posłużył do przygotowania urodzinowego przyjątka.



Do zdjęcia nie załapały się oliwki kalamon o lekko fioletowym odcieniu.


Wykorzystałam je do zaimprowizowanej tarty, którą upiekłam w drugą wrześniową niedzielę. Miałam resztę fety z urodzinowej tarty bakłażanowej, którą musiałam zużyć. W lodówce była jeszcze sałata rzymska, resztka śmietany, a w spiżarce rzeczone oliwki. Podsmażyłam pokrojoną w paski sałatę, dodałam czosnek i wyłożyłam na podpieczony spód. Do tego feta, oliwki oraz jajka roztrzepane ze śmietaną i jogurtem. 



Wyszło nadspodziewanie pysznie. 


Miałam w planach fioletowe podwieczorki z książką, w miarę możliwości w altance. Niestety, mimo ładnej pogody warunki domowe nie sprzyjały. Raz tylko zrobiłam zdjęcie podwieczorku, na który zachomikowałam lawendowe ciasteczka z urodzin (zjedliśmy go w domu).


W ostatnią wrześniową niedzielę wykorzystałam ponownie specjalnie zakupione do tego celu naczynie żaroodporne (w stosownym kolorze) i zrobiłam śliwki pod kruszonką.




Jeśli chodzi o fioletową działalność kulinarną, udało mi się jeszcze usmażyć kilka słoiczków czekośliwki.



Na Wilczych Dołach, podobnie jak w różowym czerwcu, miewałam dylematy czy dana roślinka jest bardziej różowa, czy bardziej fioletowa. Doszukiwałam się także fioletu w chmurach podświetlonym wschodzącym słońcem. 





W fioletowym zestawie robótkowym resztki fioletowo-liliowych włóczek, muliny, liliowa podszewka i nieskończony wielkanocny obrusik.


Tym razem zaczęłam od igielnika. Dziewiąty kolor dołączył do dotychczasowych ośmiu.


Potem powstała jeszcze fioletowa podkładka i tyle. 


Jakoś nie było nastroju do wielkanocnych haftów, a na poduszkę w stylu tych czterech, które już mam zabrakło czasu. Zrobiłam jeden babciny kwadrat, będę sobie na niego patrzyć i może dorobię kolejne.


Jeśli chodzi o fioletowe kreacje, zaczęło się od lawendowej sukienki z krótkim rękawem, która została nieco odświeżona. Gdy ją kupiłam parę lat temu, nie byłam przekonana do białych guziczków. Znalazłam w pasmanterii fioletowe, ale w końcu ich nie przyszyłam. Zmobilizował mnie do tego fioletowy wrzesień.

 

Potem trzeba było zacząć sięgać po dłuższe rękawy, nosiłam więc z upodobaniem moją ulubioną sukienkę z wafelka lnianego, a do niej fioletowy, kwiatkowy naszyjnik.

   

Na szczęście fioletowy, ciepły sweter nie był jeszcze we wrześniu konieczny.


Fioletowy stosik lekturowy liczył siedem pozycji. Jednej nie skończyłam, bo wcześniej musiałam sięgnąć po książkę, która kolorystycznie łączy wrzesień z październikiem. Do "Gołoborza" jest w bibliotece kolejka, więc nie mogłam odkładać czytania. Wrażenia różne. Od zupełnie nie w moim guście "Fioletu", poprzez taki sobie "Sezon na cuda", zabawne, mistrzowsko przetłumaczone "niepoważne" wiersze, klasykę klasyki, aż po poruszający "Fioletowy hibiskus". Tym razem żaden stworek nie usadowił się na stosiku. 


            
Filmowo wahałam się pomiędzy "Ultravioletem", a "Kolorem purpury". Ten pierwszy chyba za bardzo przypominałby książkowy "Fiolet", więc zdecydowałam się na purpurę, która po polsku bardziej kojarzy się z czerwienią. Do wyboru były dwie wersje, postawiłam na tę nowszą, ze względu na bardziej fioletowy plakat ;) Całkiem przyjemnie się oglądało.

źródło grafiki:https://www.filmweb.pl/film/Kolor+purpury-2023-475623

Fioletowe pozdrowienia :)

niedziela, 31 maja 2026

Żółty maj

Żółty maj zaczęłam już w ostatnim tygodniu kwietnia od wizyty w ogrodnictwie. Miałam zamiar kupić jakąś jedną żółtą roślinkę doniczkową do przedsionka, a wyszłam z całym zestawem, który postawiłam w ogrodzie przed domem. 


Po miesiącu kwiatków zdecydowanie przybyło.


Po begonię stanowiącą element dekoracji przedsionkowej pojechałam osobno.

Pod koniec kwietnia odwiedziłam też bibliotekę w celu skompletowania żółtego stosiku książkowego. Prezentuje się dość okazale. Na pierwszy ogień poszły "Ołowiane dzieci", których żółto-czarna okładka (szkoda, że z białym grzbietem) wpadła mi w oko w bibliotece już w połowie kwietnia. Nie przeczę, że serialowy hit (sądząc po internetowych recenzjach - sama jeszcze nie widziałam) skłonił mnie do sięgnięcia po tę pozycję, jednak są jeszcze inne powody. Moja babcia wychowała się na Targowisku, a tata w pobliżu, tak więc dochodzą jeszcze sentymenty rodzinne. Wśród sztuk Szekspira wydanych przez wydawnictwo "W drodze" aż trzy mają żółte okładki. Dwie z nich miałam, trzecią wyszperałam w antykwariacie internetowym. Do tego trzy książki z żółcią w tytule. Wszystkie przeczytałam z zainteresowaniem.

Zestaw żółtych produktów spożywczych zakupiony przed majówką, sfotografowałam od razu w pierwszy jej dzień. 

Miał posłużyć do przygotowania kolacji urodzinowej, niestety wirus, który pozbawił mnie głosu wymusił zmianę planów. Żółte okazały się Zielone Świątki.



I jeszcze szybki sobotni obiad: makaron z passatą z żółtych pomidorów i parmezanem.

Wśród żółtych materiałów robótkowych znalazły się dwie żółte tkaniny, z których miałam zamiar uszyć fartuszek kuchenny (jednak się nie udało), trochę muliny, wstążek, włóczki i koronki, a także zaczęty bieżnik z resztek mulin.

Wykorzystałam je po pierwsze do zrobienia prezentu urodzinowego - czekoladownika z kieszonkami na karty podarunkowe. 

Powstała również żółta podkładka pod kubek, która okazała się idealna pod karafkę z winem.



Na planowanym bieżniku przybyło zdecydowanie mniej niż bym chciała żółtych motywów (ale coś to nieskończenie więcej niż nic :)


W gazetce z wzorami amigurumi Jej Wysokość Żaba miała za towarzyszkę Kaczuszkę. Kaczuszka przysiadła przy stosiku książkowym.


Dwunastokolorowy igielnik wzbogacił się o żółcie.

Nie miałam żadnych żółtych elementów stroju z wyjątkiem małej apaszki. Potraktowałam to jako pretekst do zakupów. Sukienka w żółte kwiatki wymagała małych poprawek krawieckich i już myślałam, że odłożę to na wakacje, ale pomysł koleżanki, że w ostatni poniedziałek maja przychodzimy do pracy w sukienkach zmobilizował mnie do otwarcia maszyny do szycia.

 

Do sukienki dokupiłam bawełnianą sweterko-bluzkę, którą nosiłam w zestawie ze spodniami lub spódnicą i wspomnianą żółto-pomarańczową apaszką.

Na Wilczych Dołach rzucającą się w oczy żółcią były po pierwsze kaczeńce rosnące wzdłuż Wójtowianki. Rozkwitły już w kwietniu, więc w pierwszą majową sobotę, to one wraz z dorodnym mniszkiem stanowiły główny składnik zdjęciowego kolażu. 

Tydzień później sfotografowałam omiegi w różnym stadium kwitnienia oraz jednego żółtego kuklika. 

W kolejną sobotę miałam zamiar zająć się łanami rzepaku, ale okazało się, że padający przez cały tydzień deszcz mocno przerzedził powoli przekwitające kwiatki. Rzepak został zastąpiony wilczomleczem. 

Czwarta majowa sobota to jaskry i łubin, a ostatnia różne gatunki posłonków i żółte kosaćce.


Na spacery zabierałam żółte koktajle, tym razem samodzielnie skomponowane.

   

 

W jeden z majowych wieczorów przypomniałam sobie bezbrzeżnie smutny "Żółty szalik" z Januszem Gajosem.


Żółte pozdrowienia :)