Dziś trochę bezlistnych gałązek plus leszczyna gotowa już do kwitnięcia. Na spacer udało się pójść wczesnym popołudniem, gdy na chwilę przestało padać. Po drodze znowu pojawił się deszcz. Światła jak na lekarstwo (przy śniadaniu trzeba było zapalić lampę, żeby widzieć, co jest na talerzu), więc na zdjęciach nie widać odcieni poszczególnych gałązek. Jedno zdjęcie "poprawione" przez komputer, drugie bez retuszów, tylko trochę przycięte, a trzecie na zupełnie innym tle, robione tylko przy świetle choinki.
Skromnie dzisiaj, zimowo w sensie ubogiej roślinności. Trzymają się zasuszone szczawie i bylice, jest trochę traw, które dzisiaj świadomie pominęłam. Pogoda za to iście wiosenna (słońce, +10 stopni). W ogródku kwitną przebiśniegi, pojawiły się listki krokusów, zaczynają wychodzić tulipany, a tu dopiero początek stycznia...
Niech przynajmniej biały wazon będzie zimowym akcentem zamiast nieobecnego śniegu;)
Grudzień nie był hafciarsko zbyt owocny. Dopiero po świętach sięgnęłam po igłę. Nic więc dziwnego, że przybyły tylko trzy pąki, listek i pojawił się zaczątek trzeciej róży.
Może styczeń będzie łaskawszy. Dziś zamiast obiecanego "Stycznia" Beaty Obertyńskiej (jakoś nie bardzo przypadł mi do gustu), pierwsza część "Zimowego koncertu" Kazimierza Wierzyńskiego.
Kazimierz
Wierzyński
Koncert zimowy
1
Pierwsza płyta: Scarlatti,
Scarlatti, jak dzień dobry,
Śmieszny ze szczęścia,
Nieprawdopodobny
W tym śniegu, mrozie i zimie.
Scarlatti! Samo to imię!
Sonaty. Rozarium. Plastry. Miód.
Zbierały go wartkie pszczoły nut
I ponad Rzymem, nad Madrytem
Lepiły złoto-różowym świtem
Aż go zamknęły w szklanym słoju:
Horowitz z niego wytrząsa dziś deszcze
Włoskie, hiszpańskie, Bóg wie jakie jeszcze
Na nas, w Ameryce,
W zamkniętym pokoju.
Sonaty.
Rozarium. Deszcz i miód.
A może pod szkłem grudeczka radu,
Kryształek, promień, magiczny kruszec,
Cały ogromny świat pod kloszem
Na wsi, tu, w Massachusetts.
Sonaty. Rozarium. Kryształy. Świat.
Nie wiem już co. Mistyka. Żart.
Czerwone jabłka na cienkiej nóżce,
Na cienkiej nóżce niebieskiego powoju
Tańczą przy złotej, poważnej gruszce
I obijają się po pokoju.
(...)
Można posłuchać i poszukać tego wszystkiego, co znalazł Wierzyński:
U progu rozpoczynającego się roku 2023 życzę Wszystkim codziennych małych radości i zachwytów, które pomogą przetrwać trudniejsze chwile.
Styczniowe pozdrowienia :)
PS Nie wiem, czy to efekt zeszłotygodniowego spaceru po łąkowo-polny bukiet, w każdym razie wirusy znowu mnie zmogły i choć czuję się już lepiej, odpuściłam dzisiejsze wyjście, postanawiając do końca wyzdrowieć, zanim znowu ruszę na łąki i pola. Bukietu w tym tygodniu nie będzie...
Po przerwie spowodowanej walką z wirusami wracają łąkowo-polne bukiety, mam nadzieję, że na dłużej. Dzisiejszy (a właściwie wczorajszy) bukiet wybitnie zimowy. Całkiem sporo suchych roślin dzielnie się trzyma. A do tego pogoda iście wiosenna.
Dziś krótki (mimo dość sprzyjającej pogody) spacer na pobliską łąkę nad przepływającą w pobliżu rzeczką. W bukiecie lipa z pozostałymi po lecie kwiatami, leszczyna przygotowująca się już do wiosennego kwitnienia (bystre oko dojrzy nawet zaczątki zielonych pąków), kilka czerwonych gałązek derenia i zwarzone pierwszymi mrozami bliżej niezidentyfikowane liście. Grudniowo.
Niewiele przybyło przez ostatni miesiąc. Szydełko wyparło krzyżyki, a chwilowo pojawił się mały (mam nadzieję) zastój robótkowy.
Grudniowego wiersza Brzechwy nie znalazłam, za to nieocenieni Bywalcy pewnej Księgi Gości naprowadzili mnie na trop "Kalendarza" Beaty Obertyńskiej. Coś czuję, że już do końca haftowania, Królowej Łucji będzie towarzyszył ten "Kalendarz".