Staje się już tradycją, że kolejny kolorowy miesiąc zaczynam pod koniec poprzedniego od wizyty w bibliotece. Tym razem miałam na liście trzy pozycje z różem w tytule. Z jednej ostatecznie zrezygnowałam na rzecz różowej okładki i tytułowej Róży. Oprócz tego w oko wpadły mi jeszcze trzy inne różowe okładki. Po dorzuceniu różowego Szekspira i jednej książki z bookcrossingu z różową sukienką na okładce czerwcowy stosik prezentował się całkiem okazale. Mimo końcoworocznego zapracowania udało się wszystko przeczytać!
Różowe zakupy spożywcze również zrobiłam pod koniec maja i od razu zamroziłam niektóre produkty. Planowany różowy obiad znowu przesunął się w czasie, ale sukcesywnie sięgałam po kolejne wiktuały z poniższego zdjęcia.
W drugą czerwcową niedzielę raczyliśmy się malinowo-grysikowym deserem przybranym jeżynami.
Prawdziwa eksplozja kulinarnej różowości przypadła na kolejną niedzielę, kiedy to przyszło prawdziwe lato.
W planach na czerwiec było kontynuowanie picia koktajli podczas porannych spacerów. Mieszanka truskawek, borówek i arbuza dała bardzo ładny różowy kolor.
Pogoda w drugą sobotę czerwca skłoniła mnie do zrezygnowania z zimnego napoju na rzecz ciepłej herbatki.
Tydzień później zrobiło się wręcz upalnie, więc koktajl truskawkowo-malinowy z nutką mięty sprawdził się wyśmienicie.
Tydzień później podobnie, tylko tym razem maliny były mrożone, a truskawki świeże.
Szukając różowości na Wilczych Dołach miałam chwilami dylematy, czy dany odcień jest bliższy różowemu czy fioletowemu. Dzikie różyczki i łubiny nie pozostawiały wątpliwości, ale już koniczynę trudno mi było jednoznacznie zaklasyfikować. Z kolei ślaz na zdjęciu wyszedł bardziej liliowy niż w rzeczywistości.
W zestawie robótkowym nie było tym razem żadnej tkaniny. Znalazłam tylko kilka wstążek, trochę włóczki i muliny.
Przerobiłam je na kwiatuszki do dekoracji przedsionkowej.
Powstała kolejna podkładka, tym razem trochę większa i znowu stanęła na niej karafka z winem, oczywiście różowym.
Pojawiła się też kolejna Marcjanna (to już trzecia!). Przyda się jak znalazł około listopada, grudnia, kiedy moi drugoklasiści zaczną naukę tabliczki mnożenia.
No i oczywiście do na razie pięciokolorowego igielnika dodałam szósty kolor - różowy.
W zeszłym roku, szukając kreacji urodzinowej, rozważałam dwie opcje. Jedną z nich była taka różowa sukienka, którą w tym roku, jeśli pogoda pozwalała, wkładałam na niedzielę i święta. Do niej naszyjnik z różowymi kamyczkami lub szal z małą zapowiedzią koloru lipcowego.
Jeśli chodzi o film z kolorem różowym w tytule miałam do wyboru dwie opcje: "Dziewczyna w różowej sukience" sprzed czterdziestu lat i "Różowa pantera" sprzed lat dwudziestu. Zdecydowałam się na tę drugą produkcję i nie był to dobry wybór.
























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za wizytę i za miłe słówko :)