Hosanna Synowi Dawidowemu!
niedziela, 25 marca 2018
sobota, 17 marca 2018
TUSAL marcowy
Oj, niewiele przybyło w TUSAL-owym słoiczku. Cisza panuje na blogu, bo też niewiele się dzieje robótkowo. Siłą woli powstaje kolejne amigurumi i tyle. Taka chyba uroda marca. W poprzednich latach było podobnie. Wszystkich zawiedzionych ta sytuacją przepraszam i obiecuję, że się to zmieni, ale raczej dopiero w kwietniu.
Stokrotki próbują odstraszyć ostatnie podrygi zimy, ale coś słabo im idzie.
Robótkowo marnie, trochę więcej za to dzieje się czytelniczo. Szczególnie jedna lektura cały czas mi towarzyszy.
Tradycja pielgrzymowania podczas Wielkiego Postu do kolejnych rzymskich kościołów sięga VI w. Wtedy to Grzegorz Wielki wyznaczył świątynie stacyjne, w których odprawiano każdego dnia mszę świętą pod przewodnictwem papieża lub wyznaczonego przez niego reprezentanta. Zwyczaj ten zaniknął w XIV w, kiedy to stolicą papieską stał się Avignon. Powrót w XX w. do dawnej tradycji zawdzięczamy papieżowi Janowi XXIII oraz księżom i klerykom studiującym w Rzymie i mieszkającym w Papieskim Kolegium Północnoamerykańskim, którzy szczególnie angażują się w wielkopostne pielgrzymowanie. Parę lat temu czytałam refleksje Hanny Suchockiej, która odwiedzała kościoły stacyjne będąc ambasadorem RP przy Stolicy Apostolskiej. Tym razem sięgnęłam po rozważania George'a Weigla.
Czytam sobie codziennie parę stron nawiązujących do czytań liturgicznych danego dnia oraz przedstawiających kolejne kościoły stacyjne i w pewnym momencie pojawił się trochę szalony pomysł: spędzić któregoś roku Wielki Post w Wiecznym Mieście. Na pierwszy rzut oka takie przedsięwzięcie wydaje się kompletnie nierealne, ale... marzenia są po to, żeby się spełniały i trzeba im w tym pomóc. Jeszcze nie wiem kiedy (najbardziej by mi się marzyło w kolejnym Roku Świętym - będę wtedy miała okrągłe urodziny), jeszcze nie wiem jak, ale zrobiłam już pierwszy krok zakładając specjalne konto, na które będę sobie wpłacała co miesiąc jakąś kwotę. A teraz artykułuję ten pomysł i wierzę, że jeżeli jest on sensowny, to Pan Bóg podsunie mi, co robić dalej.
Pozdrawiam serdecznie :)
PS Trochę ten dzisiejszy wpis nie przystaje do ram tego bloga i mocno zastanawiałam się, czy go publikować, ale w końcu dlaczego nie?
wtorek, 27 lutego 2018
Rok z amigurumi (2) - Pingwin Protazy
- Mamusiu, czy moje piórka są już na tyle mocne, żeby wyruszyć w podróż na morze? - Protazy podskoczył kilka razy na swoich krótkich nóżkach i pociągnął mamę za skrzydło.
Perspektywa nurkowania w oceanie i samodzielnego polowania na ryby, skorupiaki i głowonogi bardzo mu się podobała. Od chwili, gdy kilka tygodni wcześniej usłyszał, że po opierzeniu młodych pingwiny wracają na swoje zwykłe miejsca żerowania, codziennie dopytywał, czy jest już gotowy na tę wielką wyprawę. Odpowiedź mamy była zawsze ta sama: "Wyruszymy, jak tylko twoje piórka będą podobne do upierzenia taty".
Protazy był zdania, że skrzydła i grzbiet są wystarczająco czarne, a brzuszek wystarczająco biały, ale mama uważała, że są one ciągle jeszcze zbyt szare.
Wreszcie któregoś dnia pod koniec grudnia, gdy słońce już od jakiegoś czasu nie chowało się za horyzont, tata dał hasło do podróży. Protazy był tak podekscytowany, że nie mógł ustać w miejscu. Raz po raz machał krótkimi skrzydełkami, ślizgał się na brzuchu po śniegu, wyobrażając sobie, że podobnie będzie nurkował w wodzie. Ciekawe, czy uda mu się od razu upolować jakąś rybę. Mama mówiła wprawdzie, że lepiej zacząć od skorupiaka, który jest mniejszy i wolniej się porusza, ale pingwinek był ambitny i postanowił rzucić się od razu na głęboką wodę.
- Protazy, gdzie ty jesteś? - w głosie mamy słychać było zniecierpliwienie. - Zaraz wchodzimy do wody.
- Jestem, mamusiu, jestem. Zwarty i gotowy! - dodał zawadiacko.
- Pamiętaj, synku - odezwał się tata - jeśli poczujesz się zmęczony, wskakujesz na najbliższą krę i dajesz nam znać, że potrzebujesz odpoczynku.
Protazy kiwnął główką i szepnął sobie w duchu, że na pewno szybko to nie nastąpi. Czuł w sobie mnóstwo energii i ochoty do figlów w morzu.
Szybko wyszło na jaw, że ślizganie się po śniegu to nie to samo co pływanie w lodowatej wodzie. Z początku nie było łatwo. Drobne fale raz po raz znosiły pingwinka z obranego przez rodziców kursu, chwilami brakowało mu tchu, ale nie poddawał się i po pewnym czasie zauważył się, że jego ruchy stały się bardziej płynne. Podpatrując rodziców wpadł w rytm wynurzania się i nurkowania, stwierdził więc, że czas zapolować.
Właśnie przepływała koło niego jakaś lśniąca rybka. Mocniej uderzył łapkami przypominającymi płetwy w wodę i jednocześnie kłapnął dziobem pewny, że za chwilę poczuje w nim zdobycz. Niestety, ryba była szybsza. Protazy musiał obyć się smakiem. Jeszcze kilka razy próbował, ale ciągle bez rezultatu.
- Spróbuj, synku, złapać jakąś szczętkę - mama zauważyła nieudane próby Protazego. - Zobacz, jak to się robi - i zręcznie chwyciła przepływającego obok skorupiaka.
- Spróbuj, synku, złapać jakąś szczętkę - mama zauważyła nieudane próby Protazego. - Zobacz, jak to się robi - i zręcznie chwyciła przepływającego obok skorupiaka.
W tym samym momencie pingwinek kolejny raz szybko zamknął otwarty dziób i poczuł, że wreszcie coś w nim jest.
- Brawo Protazy! - w głosie taty słychać było dumę. - Właśnie upolowałeś bathydraca. Zuch z ciebie!
| Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Bathydraco#/media/File:Bathydraco_antarcticus.jpg |
Protazy uszczęśliwiony przełknął zdobycz. "Warto być ambitnym i się nie poddawać" - pomyślał.
***
Podczas podróży Protazy spotkał kolonię pingwinków Adeli. Trafił się między nimi nawet mały wielorybek.
Protazy z przyjemnością dołączył do zabawy.

A czy jest ktoś chętny, by dołączyć do tworzenia amigurumi? Zgłosić można się w każdej chwili.
Pozdrowienia od Protazego:)
sobota, 17 lutego 2018
Kotki dwa?
Były sobie kotki dwa...
Nie! To później. Najpierw były sobie dwa telefony. Jeden miał etui w postaci... zielonego pingwina (nie pytajcie mnie, dlaczego zielonego, też myślałam, że to żaba).
Nie wiem, co powie Miłośniczka Czarnych Kotów. Czarny stworek mało przypomina kota, ale może nie będzie reklamacji.
Dwaj przyjaciele zrobili sobie pamiątkowe zdjęcie przed wyruszeniem w podróż.
Kotki serdecznie pozdrawiają w Dniu Kota:)
Nie! To później. Najpierw były sobie dwa telefony. Jeden miał etui w postaci... zielonego pingwina (nie pytajcie mnie, dlaczego zielonego, też myślałam, że to żaba).
Drugi telefon nie miał żadnego ubranka, żadnego przyjaciela. Było mu trochę smutno. Na szczęście jego Właścicielka postanowiła o niego zadbać. Zamówiła dla niego etui w kształcie kotka. Kotek miał być rudy, z niewielkimi dodatkami błękitnymi, zielonymi i fioletowymi. Właścicielka drugiego telefonu, tego pingwinowatego, nie chciała być gorsza i poprosiła również o kotkowe etui. Ten kociak miał być biało-czarny i miał mieć frędzelki zamiast uszu.
Rudemu kotkowi jakoś mocno urosły uszka i trochę przypomina liska, ale został zaakceptowany.
Nie wiem, co powie Miłośniczka Czarnych Kotów. Czarny stworek mało przypomina kota, ale może nie będzie reklamacji.
Kotki serdecznie pozdrawiają w Dniu Kota:)
czwartek, 15 lutego 2018
TUSAL lutowy
W słoiczku zrobiło się kolorowo dzięki różnym włóczkowym stworkom i nie tylko. Najmniej przybyło nitek z haftowania.
Pozdrawiam z lutowym nowiem :)
sobota, 10 lutego 2018
Sobotnie muffinki
Muffinki mola książkowego
Składniki suche Składniki mokre
1 szklanka mielonych migdałów 1/2 szklanki mleka
ok. 3/4 szklanki mąki 1/2 szklanki oleju
1/2 szklanki cukru trzcinowego 2 jajka
niecałe 2 łyżeczki proszku do pieczenia 1-2 łyżki śmietany
cukier waniliowy
szczypta soli
50 g płatków migdałowych
1/2 tabliczki gorzkiej czekolady
Składniki
mokre wymieszać ze składnikami suchymi, dodać płatki migdałowe i posiekaną dość grubo czekoladę. Piec
w temperaturze 190 stopni C około 25-35 min.
wtorek, 6 lutego 2018
Z pewnym opóźnieniem...
... spowodowanym narciarskim wyjazdem (który, nota bene, okazał się zupełnie nie narciarski) ogłaszam wyniki urodzinowego plebiscytu.
Bardzo dziękuję wszystkim czterem wiernym Bywalczyniom Błękitnego Zamku za udział w zabawie. Każde słowo od Was jest dla mnie bardzo ważne i za każdym razem robi mi się ciepło na sercu, gdy czytam Wasze komentarze.
Miło mi poinformować, że wrześniowa aranżacja uzyskała dwa głosy, w związku z czym zdystansowała dwukrotnie robótkę sierpniową i grudniową.
W drodze losowania studnia z tajemniczego ogrodu...
... powędruje do...
Co prawda Gospodyni Sielskiego Miejsca głosowała na inny miesiąc, ale mam nadzieję, że upominek jej się spodoba. Basiu, proszę o adres do wysyłki.
Pozdrawiam serdecznie :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

