poniedziałek, 12 sierpnia 2024

Na plenerowe śniadania

Bodajże na drugim plenerowym śniadaniu odczułam pewien brak, który natychmiast przerodził się w pomysł robótkowy. Wspomniałam o nim w dość enigmatyczny sposób w Kalendarzu Dobrych Chwil. Tak jak pisałam, na efekt trzeba było trochę poczekać, ale wreszcie jest.

Jakieś pomysły, co jest w środku? Zajrzyjmy.

Na razie pusto, ale zaraz coś tam włożymy. 

I zapniemy, żeby nie wypadło.

Środek zajmują sztućce. Co prawda te, które zakupiłam mają swoje opakowanie, ale o ile przyjemniej transportować je w specjalnie zaprojektowanym i uszytym etui.

Można wziąć wszystkie, można też w zależności od menu dokonać selekcji. W środku kieszonki są gumki, które zapobiegną ewentualnemu wypadnięciu. 

  

Na każde śniadanie zabierałam serwetki (za każdym razem inną), z których jedna służyła za mini-obrusik . Teraz obrusik będzie co tydzień ten sam.

Motyw filiżanki już kiedyś haftowałam, jeszcze w czasach przedblogowych, ale w innej kolorystyce. Tutaj barwy dopasowałam do koloru moich pojemników.

Obrusik składamy o dołączamy do serwetki.

Całość zapinamy na zatrzask, gdyż wymyślone początkowo troczki zupełnie się nie sprawdziły (za grube do wiązania - a tak się namęczyłam, żeby po zszyciu przewrócić je na drugą stronę) i możemy ruszać na plenerowe śniadanie.

Jutro zamierzam przetestować etui i dam znać, jakie będą efekty.

Letnie pozdrowienia :)

niedziela, 11 sierpnia 2024

Kalendarz Dobrych Chwil (33)


Obiady w altance to coś, o czym marzę przez całą zimę. W tym tygodniu udało się trzy razy (a dziś jest szansa na czwarty) zjeść na świeżym powietrzu, co jest sukcesem, bo nie zawsze łatwo przekonać niektórych domowników, że na dworze jest przyjemnie. To były dobre chwile. Dodatkowo cieszą oczy kwitnące bujnie werbeny. Sobotni obiad prosty, ale całkiem smaczny (zupa z zielonym groszkiem, i leniwe, a do nich śliwki i borówki; do popicia woda z cytryną i z miętą). Niby niewiele, ale z takich dobrych chwil składa się codzienność.
Niedzielne pozdrowienia, szczególnie dla Autorki lawendowego bieżnika, który w tym roku zdobi altankowy stół:)

wtorek, 6 sierpnia 2024

Wakacyjne śniadanie z książką w plenerze (7)

Na dzisiejszy poranek prognozy przewidywały 11 stopni. Było między 13 (wg komórki) a 15 (wg termometru za oknem), ale słońce świeciło od samego rana, więc chłodu aż tak bardzo się nie odczuwało. 

Tym razem usadowiłam się w pobliżu plenerowej siłowni, nie zdecydowałam się jednak na trening ;)

W pudełku cukinia z rukolowym pesto, pomidorkami, oliwkami i mozzarellą (miałam akurat w lodówce, a koziego sera nie). 

Do tego obowiązkowo porcja owoców i orzeszków, kilka kawałków żytniej bułeczki oraz kawa.

Przedstawicielem flory jest dziś dzika odmiana rudbekii (wygląda trochę inaczej niż ta ogrodowa, dlatego tak ją ochrzciłam).

   

Lektura bardzo satysfakcjonująca. Mądra, skłaniająca do refleksji nad tym, jak z różnej perspektywy może wyglądać ta sama sytuacja, pokazująca, jak istotne jest rozmawianie o uczuciach, trudnych sytuacjach, uświadamianie sobie tego, co tak naprawdę jest ważne. Do tego ciekawie napisana, poprawną polszczyzną, bez irytujących błędów redaktorskich. Dawno nie zamykałam książki z tak wyraźnym poczuciem, że warto było przeczytać. Teraz chcę obejrzeć film, bo też podobno warto.

Wakacyjne pozdrowienia :) 


niedziela, 4 sierpnia 2024

Kalendarz Dobrych Chwil (32)

Plany dotyczące świętowania Złotego Wesela Rodziców trzeba było skorygować. Samopoczucie Jubilatki nie pozwoliło na zaplanowaną sesję zdjęciową w altance, ale w dniu rocznicy udało się zrobić kilka ujęć w trochę innym entourage'u. To były dobre chwile, tym bardziej, że do końca nie było wiadomo, jak ten dzień będzie wyglądał.

Niedzielne pozdrowienia :)

piątek, 2 sierpnia 2024

Wakacyjne śniadanie z książką w plenerze (6)

 

Dzisiejszy poranek miał być pochmurny oraz chłodny i początkowo taki właśnie był. Jednak gdy dotarłam na Wilcze Doły, słońce postanowiło wyjrzeć zza chmur i ubarwić moją sesję zdjęciową.

Ujadających psów nie było, więc zeszłam na dno polderu i zjadłam śniadanie w towarzystwie wilków. 

Ten największy stoi na okrągłej platformie przymocowanej czterema łańcuchami do podłoża. Nie wiem, czy to na wypadek zalania i możliwości odpłynięcia konstrukcji?

Wokół największego wilka, w mniejszej i większej odległości przycupnęło siedem mniejszych wilczków. Na mapie w aplikacji Strava są opisane jako wilk biegnący, wilk wyjący, wilk węszący, wilk obserwujący tyły, wilk stojący, wilk idący, wilk obserwujący drogę (można się zabawić w dopasowywanie nazw do zdjęć ;)

   

 

  

  

Brzeg Wójtowianki porośnięty jest tu i ówdzie pałkami wodnymi, a kilka metrów dalej posadzono coś, co wygląda jak ozdobny szczypiorek.

   

Dziś w menu sałatka makaronowa z pieczonymi pomidorkami i rukolą.

Dorzuciłam do niej garść prażonych pestek słonecznika. W drugim pojemniku trochę musu jabłkowego, borówki, nerkowce i kawałki rogalika.

Aktualna lektura to całkiem ciekawe historie ludzi, którzy w pewnej japońskiej kawiarni mogą odbyć podróż w czasie, z której muszą wrócić zanim wystygnie nalana im przez kelnerkę kawa. Czyta się całkiem przyjemnie, zostało mi jeszcze dwadzieścia kilka stron do końca.

Wakacyjne pozdrowienia :)

niedziela, 28 lipca 2024

Kalendarz Dobrych Chwil (31)


Właściwa rocznica pojutrze, ale już dziś świętowaliśmy w kameralnym gronie. Nie wszystko przebiegło tak, jak zostało zaplanowane, ale mimo wszystko to były dobre chwile.

Niedzielne pozdrowienia :)

poniedziałek, 22 lipca 2024

Wakacyjne śniadanie z książką w plenerze (5)

Wszystko wskazuje na to, że jesteśmy na półmetku wakacyjnych śniadań. Dzisiaj słońce przygrzewało od samego rana, a że cienia na Wilczych Dołach prawie nie ma, więc żałowałam, że nie zabrałam kapelusza. Na szczęście miałam kaptur, który mnie trochę osłonił.

W planach było biesiadowanie z wilkami (tymi drewnianymi oczywiście), ale ponieważ rezydują one na dnie polderu, w sąsiedztwie oczek wodnych, a ujadający pies znowu zażywał kąpieli, zmieniłam plany i usiadłam trochę wyżej.

Udało mi się nawet (przypadkowo oczywiście) zrobić dość interesujące zdjęcie pod słońce.

Na śniadanie przygotowałam sobie pudding z ziarenek chia. Zazwyczaj dorzucam łyżkę do owsianki, tym razem jednak postanowiłam wypróbować je solo. 

Mimo, że postępowałam ściśle według przepisu, okazało się, że proporcje wymagają dopracowania. Pudding wyszedł dość rzadki i po dojściu na miejsce owoce zanurzyły się w nim całkowicie. Mimo to smakował całkiem dobrze.

Jeśli chodzi o lekturę, tym razem sięgnęłam po kryminał retro (czas akcji lata 60-te). Czyta się dość dobrze, ale nie jest to literatura najwyższych lotów (jak to kryminały, choć w tej kategorii też zdarzają się perełki).

Wśród roślinności wypatrzyłam piękne łubiny. Kojarzą mi się po pierwsze z ogrodem z dzieciństwa (było ich sporo do czasu, gdy pojawiły się ślimaki, wielcy amatorzy tych roślin), a po drugie z Finlandią, gdzie we wszystkich przydrożnych rowach łubinów rosły całe łany.

  

Wracając miedzą wśród pól, na sąsiedniej miedzy obserwowałam bociana chodzącego po rżysku. Ta sąsiednia miedza biegnie bardzo blisko płotów szeregu domów. Z mojej perspektywy wyglądało to tak, jakby bociek prawie zaglądał do ogródków. Niestety byłam za daleko, żeby zrobić dobre zdjęcia.

Wakacyjne pozdrowienia :)