czwartek, 24 września 2020
Wiosenne merci jesienią
niedziela, 20 września 2020
Étude à la rose (2)
Haftowanie róży powoli posuwa się do przodu. Staram się, żeby w każdą niedzielę przybyło trochę krzyżyków, a w trzecią niedzielę miesiąca będę pokazywała postępy. Zaczęłam w trzecią niedzielę sierpnia, po pięciu tygodniach już coś widać (wersja bez filtra i z filtrem).
Różane pozdrowienia :)
poniedziałek, 31 sierpnia 2020
Remanent sierpniowy
Jest pewien postęp w pracach. W lipcu było tak:
Sierpień żegnamy tak:
Zielone babcine kwadraty połączone, ale niewykończone.
Najwięcej przybyło konwalii. Są prawie cztery motywy, znacznie więcej kwiatowej girlandki i zaczęty szlaczek z pojedynczych krzyżyków.
Pozostałe pozycje pozostają bez zmian.
Pozdrowienia u kresu sierpnia :)
niedziela, 30 sierpnia 2020
Orkiestra tusz!
Początek roku szkolnego tuż, tuż. Oby był spokojniejszy niż druga część poprzedniego...
Moja bratanica i mój bratanek chodzą do dziennej szkoły muzycznej, oboje grają na skrzypcach i od tego roku już oboje będą członkami szkolnej orkiestry. Dla bratanicy to czwarty rok, dla bratanka pierwszy. Niezbędnym akcesorium orkiestranta są nuty, które trzeba gdzieś przechowywać, a potem stabilnie ustawić na pulpicie. Mam nadzieję, że pomogą w tym specjalne teczki.
Wykorzystałam tylne okładki z bloków technicznych (trochę większy format niż A4), okleiłam je materiałem pozostałym po szyciu wnętrza czarnej torby.
Jedna teczka w kropki:
Druga w obłoczki:
Wnętrze wyklejone jest papierem i zaopatrzone w kieszonki na nuty.
Powodzenia kochani A. I J.! :)
PS A tak wyglądają teczki na pulpicie, w towarzystwie instrumentu. Do zdjęcia załapała się Świeczka - piesek mojego bratanka :)
czwartek, 20 sierpnia 2020
Kolekcja na lata 20-te (8)
wtorek, 18 sierpnia 2020
Kolekcja na lata 20-te (zaległe 3)
niedziela, 16 sierpnia 2020
Etude à la rose (1)
Paleta kolorystyczna prezentuje się przepięknie, niestety zdjęcia nie oddają w pełni tego piękna. Jakiś czas temu przekonałam się do bobinek i zaczęłam przewijać moje zapasy muliny. W zestawie było praktyczne kółko, dzięki temu jest większy porządek z nitkami.
Nie mogłam się powstrzymać i wyszydełkowałam na szybko pasującą kolorystycznie poduszeczkę do igieł.
Tym razem haftuję na oryginalnym lnie prosto z Paryża. Przede mną cztery strony wzoru (ale dwie znowu niepełne).
Zaczynam jak zwykle od środka. Nie wiem, czy to profesjonalny sposób, ale dla mnie najwygodniejszy, nie muszę się zastanawiać, w jakiej odległości od brzegu zacząć.
No to start!
Niedzielne popołudnie minęło, za mną ponad setka krzyżyków.
Mam zamiar na bieżąco pokazywać postępy, ale tym razem nie mam konkretnego terminu, do którego chcę skończyć. To będzie po prostu czysta przyjemność.
Różane pozdrowienia :)


























