Błękitny Zamek
sobota, 7 listopada 2026
niedziela, 1 listopada 2026
12 kolorów. Szary
Listopad nieodparcie kojarzy się z szarością. Szare chmury na szarym niebie. Szary mokry asfalt. Szare mgły o poranku. Wczesna szarówka po południu. Szaruga jesienna. Nic więc dziwnego, że na listopad przypadł kolor szary. Tę szarość jednak zamierzam przełamywać rozbłyskami innych kolorów. Na dobry początek w przedsionku. Zaczęłam od wyjęcia dwóch lnianych serwetek.
Na tej okrągłej postawiłam świecę, która kiedyś była fioletowa. Całe lato stała w ogrodowej altance i wypłowiała od słońca, zyskując bardzo ładny szary odcień.
Do dwóch ozdobnych buteleczek nasypałam szarych kamyczków, którymi mam wysypane ścieżki w ogrodzie, a których resztek używam jako drenaż do doniczek.
Dwa większe szare kamyki są pamiątką bodajże ze Spitsbergenu, ale na sto procent pewna nie jestem.
Do szarosrebrnego wazonu włożyłam najpierw zeszłoroczny zasuszony bukiet hortensji, ale nie do końca pasował mi do całości. Nawet go nie sfotografowałam. Zamiast tego z wczorajszego porannego spaceru przyniosłam trochę bylicy, traw i zasuszonego rzepaku lub czegoś rzepakopodobnego.
Zamiast wiklinowego wianuszka lniane serduszko.
Zrobiło się bardzo szaro,...
... więc koniecznie trzeba było dodać kroplę koloru.
Kolorowe liście lecą z drzew i część z nich wylądowała na szafce w moim przedsionku.
Listopadowe pozdrowienia :)
sobota, 31 października 2026
Pomarańczowy październik
![]() |
| źródło grafiki: https://upflix.pl/film/zobacz/orange-county-2002 |
niedziela, 25 października 2026
Dyniek w Szwajcarii
Mniej więcej raz w miesiącu umawiam się na leśny spacer z moją przyjaciółką z lat licealnych. Mieszka ona w niewielkiej miejscowości i las ma na wyciagnięcie ręki. Tym razem jednak postanowiłyśmy zmienić miejsce spaceru i odwiedzić tzw. Szwajcarię Rachowicką. Jest tam niedługa ścieżka edukacyjna, wijąca się po pagórkach, urozmaicona mostkami, schodkami i tarasikami widokowymi. W pięknej jesiennej scenerii dotleniłyśmy się, a potem zasiadłyśmy pod wiatą na mini-piknik. Nieoczekiwanie z koszyka piknikowego wyskoczył pomarańczowy skrzacik w zielonej czapeczce, który, jak później się okazało, nazywa się Dyniek.
Marzył mi się większy jesienny piknik z pełnowymiarowym pomarańczowym menu, ale jakoś nie udało się go zorganizować. Zadowoliłam się spontanicznie zapieczonymi dzień wcześniej śliwkami pod kruszonką, do których dorzuciłam troszkę skórki pomarańczowej. Do tego krem jogurtowy z dodatkiem soku z pomarańczy, plasterki świeżej pomarańczy oraz zielona herbata z suszonymi kawałkami pomarańczy i płatkami nagietka.
Dyniek dzielnie nam towarzyszył, a po powrocie do domu zażyczył sobie jeszcze zdjęć z dyniami w przedsionku.
Na stole, na obrusie haftowanym w pomarańczowe kwiatki.
Na stoliku obok koszyka z zasuszonymi już wrzosami.
I wreszcie przy zestawie pomarańczowych książek.
Wczoraj Dyniek był ze mną na Wilczych Dołach.
Pomarańczowe pozdrowienia od Dyńka :)



















































