niedziela, 16 grudnia 2018

"Wszyscy wszystkim ślą życzenia..."

 
Coraz częściej mailem lub SMS-em. Gdy próbowałam wyciągnąć od dzieci w szkole, jak jeszcze można przesyłać życzenia, nie udało mi się uzyskać odpowiedzi: "Wysyłając kartki świąteczne", a na pytanie, czy ich rodzice dostają jakieś kartki, usłyszałam zgodny chór: "Nieee!" Znak czasów?
Był taki czas, że nie wysyłałam życzeń pocztą, od paru lat znowu to robię i nawet udało mi się kolejny raz samodzielnie przygotować kartki (choć już myślałam, że zrezygnuję i kupię gotowe). Minimalizm jak zwykle, choć w tym roku trochę bardziej kolorowo i wzorzyście.
 








 
Boże Narodzenie musi błyszczeć, a tak trudno to potem sfotografować...
 
 
Nad maszyną do szycia zawisła tymczasowo gwiazda, której docelowym miejscem jest okno. Jestem pewnie jedną z ostatnich osób, które odkryły ten genialny w swej prostocie sposób wykonania ozdoby z torebek śniadaniowych. Jeśli go jeszcze nie wypróbowaliście, zachęcam. Wskazówki np. tu. Zgodnie z instrukcją użyłam siedmiu torebek, ale nie zaszkodziłaby jedna lub dwie więcej.
Radosne pozdrowienia w niedzielę Gaudete :)

sobota, 15 grudnia 2018

Dyndadełko


Wyobraźcie sobie taką sytuację: jesteście uczennicą klasy 5, po szkole macie iść na basen, ale niestety zapomnieliście zabrać z domu plecaczka z kostiumem ręcznikiem i innymi niezbędnymi akcesoriami. Po lekcjach zbiegacie do szatni, na swojej kurtce widzicie wiszący plecak, identyczny, jak ten który został w domu. Co robicie? Przewieszacie oczywiście plecak na sąsiedni haczyk, bo przecież połowa klasy ma takie same. Któraś koleżanka musiała się pomylić. Wracacie pędem do domu, wpadacie do przedpokoju, a tu ... plecaka nie ma. Przecież to niemożliwe, na pewno tu był! Nie wzięliście pod uwagę jednego. Wasz kochany tata widząc plecak leżący pod lustrem przywiózł go wam do szkoły i nie chcąc przeszkadzać w lekcji zostawił w szatni, zakładając, że jeśli będzie wisiał na kurtce, nie zdołacie go przeoczyć :)
Jak zapobiec na przyszłość takim sytuacjom? Trzeba oczywiście plecak "spersonalizować". Na przykład za pomocą takiego oto dyndadełka.


Robi się je błyskawicznie, tak więc zdąża się nawet gdy o sytuacji z basenem dowiaduje się dzień przed urodzinami zabieganej nastolatki :)
 

Do tego jeszcze paczuszka ciasteczek korzennych oraz owsianych i dodatek do prezentu właściwego gotowy.
 


PS Urodziny były prawie dwa tygodnie temu, ale dopiero teraz zmobilizowałam się do wpisu. Takie są skutki przedświątecznego, permanentnego niedoczasu. Czy kiedyś uda się go pokonać?

piątek, 7 grudnia 2018

TUSAL grudniowy


Coś tam przybyło, ale ugniatać zawartości nie trzeba było. Do końca roku jeszcze trochę czasu, może uda się coś dorzucić, ale i tak jestem dumna, że słoiczek pełny.
 
 
Boże Narodzenie zbliża się wielkimi krokami, ale z dekoracjami świątecznymi to ja czekam prawie do Wigilii. Wyjątek zrobiłam dla jemioły, której zwykle nie kupuję. Będzie mi potrzebna do sesji zdjęciowej grudniowego amigurumi.


Grudniowe, adwentowe pozdrowienia :)
 

środa, 28 listopada 2018

Rok z Amigurumi (11) - Żółw Zygfryd

 
- Brrr, jak zimno na dworze! Dobrze, że mam gdzie się ogrzać! - Zygfryd prześlizgnął się między nogami wchodzących do domu dzieci i z lubością przytulił się na chwilę do ciepłego kaloryfera.
Zazwyczaj większość czasu spędzał na świeżym powietrzu, lubił cieniste, wilgotne zakątki, wolał chłód od upału, jednak listopadowy wicher i zacinający deszcz skutecznie wygnały go z ogrodu. Na szczęście rodzina, na posesji której przemieszkiwał latem, dysponowała przestronnym domem, chętnie więc przyjmowała żółwika na zimę pod swój dach. Zygfryd starannie wytarł zabłocone łapki i pomaszerował do kuchni. Zawsze znajdował tu coś interesującego. Nie inaczej było i tym razem.
Na wyszorowanym do czysta stole stała ciemnoniebieska, emaliowana miska, pełna tajemniczych ingrediencji.


 
- Mąka, masło, jajka, chyba cukier – żółw rozpoznawał kolejne składniki. - A te żółte gęste krople to chyba…, tak, to na pewno miód. – Obok miski stał słoik pełny złocistej cieczy. -Pozostaje jeszcze zidentyfikowanie brązowego proszku. Mmmm, co za zapach. To pewnie jest… przy-pra-wa ko-rzen-na do pier-ni-ka – Zygfryd przesylabizował napis na kolorowej paczuszce. - Oho, chyba będzie się tu dziać coś ciekawego – zadowolony zatarł łapki.

 
Z żółwika był niezły łakomczuszek, co było widać po jego wystającym brzuszku. Bardzo lubił słodycze i zimą często towarzyszył swoim gospodarzom podczas pieczenia pierniczków i innych ciasteczek. Kilka razy próbował nawet coś ulepić z aromatycznej masy, ale, jak sam twierdził, miał do tego maślane łapy. O wiele lepiej wychodziło mu wałkowanie ciasta i wykrawanie ciastek foremkami. Właśnie rozglądał się za swoją ulubioną, w kształcie serduszka, gdy nagle zauważył dziwny sprzęt. Wyglądał jak zwykły wałek do ciasta, ale na jego powierzchni powycinane były różne świąteczne motywy.
- Do czego to może służyć? – medytował Zygfryd. – Czyżby dało się upiec ciastka z takimi wzorkami? Mam nadzieję, że wkrótce się przekonam.


Tymczasem ciasto zostało zagniecione i odstawione na dłuższą chwilę do lodówki, natomiast żółwik postanowił się przespać.
Obudziło go głośne stuknięcie. Na stole ktoś zamaszyście umieścił stolnicę. Obok leżały już dwa wałki, jeden zwykły i drugi, ten z wzorkami, pojawiła się też blacha wyłożona papierem i pomarańczowy pojemnik z mąką. Zaczął się ulubiony przez Zygfryda etap produkcji ciastek – wałkowanie surowej masy. Tym razem po kilkukrotnym przejechaniu zwykłym wałkiem przyszedł czas na użycie tego drugiego.
 
 
- To chyba jakieś czary! – zawołał zdumiony żółw. Na gładkiej powierzchni pojawiły się płatki śniegu, renifery, dzwonki, choinka. Rysunek był delikatny, ale po umieszczeniu blachy z przełożonymi na nią surowymi ciastkami najpierw w zamrażalniku, a potem w gorącym piecu robił się trochę bardziej wyrazisty.



- No dobrze, ładne są takie wzorzyste wypieki, ja jednak tęsknię do tradycyjnych, wykrawanych – Zygfryd rozejrzał się niespokojnie po kuchni i z ulgą dostrzegł na drugim końcu stołu dobrze sobie znane metalowe kółko z nanizanymi na nie foremkami.


- Tam musi być moje ulubione serduszko – starannie przeszukiwał gąszcz kształtów, aż wreszcie znalazł to, czego szukał. Zdecydował się jeszcze na gwiazdkę, księżyc i kwiatuszek. Wykrawanie szło sprawnie i wkrótce na stolnicy pojawił się tuzin gwiazdek, potem księżyców, wreszcie serduszek i kwiatków.
 
 
Kolejne blachy wędrowały do piekarnika, a potem, gdy stygły, poddawane były wnikliwej kontroli jakości. Na ogół wypadała pomyślnie, Zygfryd jednak doszedł do wniosku, że najładniej wyglądają wzory odciśnięte na cieniutko wywałkowanym cieście.


 


- Niektóre egzemplarze wymagają jeszcze dopracowania – stwierdził na koniec.
 

Następnego dnia ciasteczka zostały podane na podwieczorek. Przygotowano do nich zimową herbatkę. Żółw znowu miał powody do zdziwienia.



- Plastry pomarańczy w filiżance? Laska cynamonu? Do tego wszystkiego herbata? I jeszcze ciemnoczerwony malinowy syrop? – Zygfryd bez przekonania spróbował gorącego płynu. - Dobre! Idealny dodatek do korzennych ciasteczek!


Renifer, gwiazdka, księżyc, a może jednak serduszko? – Żółwik nie wiedział na co się zdecydować. – Najlepiej wszystko po kolei. W moim brzuszku na pewno znajdzie się miejsce!




Wraz z Zygfrydem serdecznie dziękuję mojej Bratanicy za pomysł na opowiastkę i serdecznie pozdrawiam :)
 

 

sobota, 24 listopada 2018

Skrzaty z niespodzianką

 
 
To było znowu zamówienie. Moja Bratanica chciała obdarować urodzinowo swoją przyjaciółkę. Spośród kilku modeli prezentowanych w gazetce We love Amigurumi najbardziej przypadł jej do gustu skrzat w ogrodniczkach z czarnymi wąsami oraz siwy osobnik z kędzierzawą brodą.
 
  

Po wnikliwym przestudiowaniu instrukcji okazało się, że skrzaty mogą kryć w sobie niespodziankę, gdyż nie są wypchane kulką silikonową. Ich szkielet stanowi pusta kapsułka z jajka niespodzianki, a głowa jest przyczepiona do tułowia tylko kilkoma oczkami z tyłu, tak więc skrzacika można otworzyć. A w środku... no właśnie można tam włożyć co tylko wyobraźnia podpowie, byle drobiażdżek był małych rozmiarów.
 
    

 
Produkcja skrzatów była tak przyjemna, że zastanawiam się nad następnymi egzemplarzami. Jak na razie brakuje mi pustych kapsułek. Chyba muszę kupić jakieś jajko niespodziankę... :)
 

 
Skrzaty wybrały się na spacer po jesiennym lesie i spotkały takiego oto osobnika. Jest świetnie przygotowany na nadciągające mrozy. Ma wysokie buty, ciepły szalik i solidne filcowe rękawice.
 
 
Moja kolekcja jesiennych stworków rośnie i cieszy oczy :)
 

 
 
I na koniec jeszcze jeden osobnik. Niezły z niego słodziak, prawda?
 
 
 Podobny do swojego pierwowzoru?
 
 
Wszystkie stworzenia duże i małe pozdrawiają :)


środa, 7 listopada 2018

TUSAL listopadowy


No proszę, słoiczek prawie wypełniony. Kolejne hafty na czekoladowniki (i nie tylko), kolejne szydełkowe maskotki to kolejne warstwy nitek i ścinków w słoiczku.
 
 
Listopad zaczął się równie pięknie jak październik. Słońce, ciepło, przepych kolorów, nic tylko się zachwycać i gromadzić barwne wspomnienia na zimowe miesiące. Miechunki w odcieniach od jasnego pomarańczu do jasnej czerwieni na pewno to ułatwią. A do tego można pochrupać orzechy.


Listopadowe pozdrowienia :)