W słoiczku pojawiło się trochę nitek z haftowania, jakieś ścinki lnu i znacznie mniej zieleni niż wynikałoby to z pory roku i tęsknoty za ciepłem.
Kwiecień, zgodnie z przysłowiem, przeplatał na zmianę zimę z latem, choć tego drugiego było znacznie mniej. Udało się co prawda zainaugurować dwa nowe kolory, ale były to pojedyncze dni (rekord temperaturowy to 26 stopni!)
Wzięłam sobie do serca sugestie obserwatorek kocyka i nie zamierzam niczego pruć. Kocyk jeszcze mieści się na tapczanie, ale już niedługo.
Dzisiejsza sesja zdjęciowa miała odbyć się w ogrodzie, niestety pogoda udaremniła moje plany. Jest mokro, zimno i nieprzyjemnie. Symboliczną gałązkę bzu przyniosłam do domu.
Mając nadzieję, że wiosna przyjdzie wreszcie na dobre, pozdrawiam z majowym nowiem :)

