Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje w mieście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje w mieście. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 lipca 2025

Lipiec na Wilczych Dołach (1)

Zgodnie z zapowiedzią w tym tygodniu spacer przypadł na niedzielny poranek. Wyszłam z domu przed szóstą wiec z początku było rześko, a i na miejscu czuć było chłodny powiew. 

W planie było fotografowanie krwawników w odcieniach od bieli po ciemny róż.

Kwiatki tańczyły na wietrze, więc niektóre trzeba było przytrzymać, ale mimo to ostrość szwankuje.

Oprócz tego na potęgę kwitnie marchew zwyczajna tworząc malownicze kępy.

Kolorystykę przełamują omany.

W pudełku znowu kupione pieczywo i morele. Mandylion z obliczem Jezusa z XIV-wiecznego Graduału znajdującego się w zbiorach seminarium w Pelplinie.

Twojego oblicza zawsze pragnę szukać. (Ps 27,8b)

Na niebie cirrusy, cumulusy i stratusy.

Za dębem niewiele błękitu.

Gorąco zaczęło się robić, gdy już wracałam. 

Lipcowe pozdrowienia :)

wtorek, 27 sierpnia 2024

Wakacyjne śniadanie z książką w plenerze (10)

Dziesiąte i ostatnie wakacyjne śniadanie w plenerze. Wracając z pierwszego, dwa miesiące temu, zastanawiałam się, czy uda się systematycznie, raz w tygodniu zmobilizować, by dzień wcześniej przygotować prowiant, wstać wcześnie i ruszyć na Wilcze Doły. Udało się! 

Dziś, podobnie jak w pierwszym wakacyjnym tygodniu, rano było chłodno, pochmurnie i mimo, że włożyłam na siebie kilka warstw, trochę zmarzłam siedząc.

Tym razem rozłożyłam się w miejscu, gdzie można się zatrzymać na piknik podczas wycieczki rowerowej. Jest tu wiata na wypadek deszczu.

Są miejsca parkingowe dla rowerów. Są stoliki z ławkami i leżaki ze stolikami.

Usadowiwszy się wygodnie na leżaku można patrzeć w niebo i pozwolić myślom błądzić w przestworzach.

Można oczywiście również coś przekąsić, na przykład sałatkę z kaszy gryczanej z różnymi dodatkami (ogórki, ciecierzyca, tuńczyk, słonecznik, koperek, szczypiorek, ser sałatkowy) wśród których prym wiodły własnoręcznie wyhodowane pomidory. 

Trochę owoców, kawałek rogalika i kawa.

Do tego lektura poruszającej książki "Motyl". Wciągnęła mnie od pierwszej strony.

Pod płotem, którym otoczony jest cały teren posadzono derenie, a obok nich wyrosła sobie dorodna nawłoć. Jesień już blisko.

  

Dziesięć wakacyjnych tygodni, dziesięć wakacyjnych śniadań w plenerze. To były bardzo dobre chwile. Może warto je kontynuować? Na pewno nie co tydzień, ale może raz miesiącu? Albo przynajmniej raz w ciągu każdej kolejnej pory roku? Czas pokaże.

Ostatnie wakacyjne pozdrowienia :)

wtorek, 20 sierpnia 2024

Wakacyjne śniadanie z książką w plenerze (9)

 

Po wczorajszym pochmurnym, chłodniejszym dniu, dzisiejszy poranek okazał się rześki i słoneczny. Wyruszyłam już przed siódmą i po pół godzinie dotarłam na miejsce. 

Dzisiejsze śniadanie zjadłam w pobliżu kolejnego miejsca do ćwiczeń oraz parkingu rowerowego, a także miejsca zabaw dla psów (na szczęście żadnego szczekającego czworonoga tam nie było).

Nieopodal mostek, a z niego widok na Wójtowiankę, która obecnie jest wąską strużką.

Wokół połacie kwitnącej koniczyny. Zbliżenie wyszło nieostre, bo delikatny wietrzyk wciąż kołysał kwiatkami.

W menu tym razem fritata z papryką, rukolą, pomidorkami i oliwkami. Smaczna zarówno na zimno, jak i na ciepło, o czym przekonała mnie pozostała w domu reszta rodziny - połowę im zostawiłam ;)

Do tego trochę pieczywa, zielony ogórek, śliwki, borówki i obowiązkowo nerkowce.

W ramach lektury zaczęłam "Szmaragdową tablicę". Poszukiwania tajemniczego obrazu namalowanego w średniowiecznej Florencji zapowiadają się ciekawie.

Wakacyjne pozdrowienia :)


wtorek, 13 sierpnia 2024

Wakacyjna śniadanie z książką w plenerze (8)

Dzień zapowiadał się upalnie (i taki był), ale rano panował przyjemny chłód. Z chwili na chwilę jednak słońce coraz mocniej przygrzewało na prawie bezchmurnym niebie.

Dziś postanowiłam rozłożyć się ze śniadaniem bardziej "na dziko". Żadne ławeczki, stoliczki, zamiast tego duże kamienie rozrzucone malowniczo na dnie polderu.

Tym razem śniadanie w całości na słodko. 

Grillowane nektarynki po drodze zanurzyły się w jogurcie i już nie wyglądały tak elegancko jak w domu. Malinki malusieńkie, ale z własnych krzaków, które chyba domagają się odnowienia (kiedyś owoce były znacznie większe i dorodniejsze).

Etui się sprawdziło. Będę je nosiła nie tylko na plenerowe posiłki, ale również do pracy.

Lektura bardzo poruszająca. Z pewną obawą sięgałam po książkę noblistki sprzed dwóch lat mając w pamięci recenzje jej twórczości, które czytałam po otrzymaniu przez nią Nobla. Nie wiem, czy ta akurat proza wspomnieniowa jest reprezentatywna dla całości jej dzieła, ale jestem pozytywnie zaskoczona. Czytam z wielkim zainteresowaniem, jestem pod wrażeniem oszczędnego języka i emocji, które się pojawiają w pozornie beznamiętnej relacji. 

Dzisiejszej florze towarzyszy fauna. Osa usiadła właśnie na tym kwiatku, który wybrałam do sfotografowania i zupełnie się nie przejmowała, że będzie na zdjęciu. 

Wakacyjne pozdrowienia :)