Pokazywanie postów oznaczonych etykietą druty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą druty. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 lutego 2021

Musztarda czy miód?


Które określenie bardziej pasuje do tego koloru? W rubrykach remanentowych robótka figurowała jako chusta musztardowa, ale może miodowy szal jest milszy dla ucha i wyobraźni.

Jeden z dłużej leżących projektów, wreszcie ujrzał światło dzienne i to w pięknej zimowej scenerii. Od dawna marzyło mi się takie tło do zdjęć. 

Szal w zamierzeniu miał być dodatkiem do popielatej sukienki, którą w tzw. międzyczasie nosiłam z innymi chustami. Z miodowo-musztardowym dodatkiem wygląda tak:

  

Chusta ma dość ciekawy kształt wynikający z dodawania oczek co drugi rząd, jest też trochę ażurów. Miała być jeszcze bordiura, ale ostatecznie z niej zrezygnowałam. 


Na drutach robię rzadko, z bliska widać ten brak wprawy, dlatego fotografowałam z pewnej odległości. Zostały mi ponad dwa motki włóczki (100% wełna), przemyśliwam, jak je zagospodarować.

Zimowe pozdrowienia :)

Dane  techniczne:
Włóczka: Drops Fabel Uni Colour(50g/205m) kolor 111 - niecałe 4 motki (chyba)
Druty nr 4
Wzór: Sierra by DROPS Design (darmowy wzór stąd)

 

czwartek, 31 grudnia 2020

Remanent grudniowy

 Niewiele się zmieniło od końca listopada. Było tak:


I jest bardzo podobnie.

Przybyło tylko kilka rządków musztardowego szala

Początkowo chciałam porównać stan dzisiejszy ze stanem sprzed roku, ale okazało się, że pierwszy remanent był na koniec stycznia, tak więc mam jeszcze miesiąc, by minął pełny rok i by zrobić szersze podsumowanie. Może ostatnia nieruszona pozycja posunie się choć o milimetr do przodu. 

Pozdrawiam w ostatnim dniu tego najdziwniejszego w moim dotychczasowym życiu roku. Niech ten następny będzie przynajmniej odrobinę spokojniejszy i przewidywalny :)





poniedziałek, 30 listopada 2020

Remanent listopadowy

I znowu odrobinkę do przodu. Nie łudzę się, że zakończę rok na zero, ale cieszę się, że mimo trudnego czasu coś udaje się robić. Październik kończył się tak:


A tak wygląda koniec listopada:


Osłabł mój zapał do konwalii, jakoś nie współbrzmią z listopadową szarugą. Dokończyłam tylko kolejny kwiatek i zaczęłam kolejny fragmencik girlandki.



Jesienne chłody skłaniają do sięgnięcia po wełnę. Próbowałam coś zrobić z szaro-liliowymi kwadracikami, dołączyłam kilka kolejnych i wena mnie opuściła. Chyba zmienię koncepcję.


Przerzuciłam się zatem na musztardową chustę. Druty to raczej nie moja bajka, ale ponieważ coś mnie kiedyś podkusiło, żeby zacząć, szkoda mi teraz tego pruć. Przybyło kilka rządków i nawet trochę mnie wciągnęło. Oby na dłużej.


Jak na razie jedyną nie ruszoną robótką pozostają szydełkowe kwiatki mające w zamierzeniu zdobić firankę do kuchni. Co z tego wyjdzie, zobaczymy.

Pozdrowienia u kresu listopada :)

sobota, 31 października 2020

Remanent październikowy

 "Małymi kroczkami do przodu" i "Lepiej troszkę niż nic" - tak sobie powtarzam codziennie i to nie tylko w odniesieniu do robótek. Miesiąc temu było tak:


A to stan na dzisiaj:


Zrobiło się mniej kolorowo, bo ostatecznie zniknęły błękity. Dziękuję bardzo za wszystkie ciepłe słowa o torebeczko-kocyku i w ogóle za wszystkie odwiedziny :) Są dla mnie niezwykle ważne, szczególnie w tych dziwnych czasach.

Ostatnio najbardziej uspokajają mnie krzyżyki, tak więc przybyło trochę konwalijek. Jest już połowa haftu. Może uda się skończyć zanim zakwitną w przyszłym roku konwalie?


Pozdrowienia na koniec października :)

środa, 30 września 2020

Remanent wrześniowy

 Wrzesień nie był łaskawy dla robótek. Tylko bystre oko dostrzeże różnicę między końcem poprzedniego i tego miesiąca.



Oprócz konwalii nic więcej nie posunęło się naprzód. Nawet zaległa sesja zdjęciowa nie doszła do skutku.

Konwalie zyskały kilka centymetrów girlandki i tyle.


Zakręt trzeba będzie jeszcze dopracować, bo pomyliłam się jeśli chodzi o odległości między kolejnymi kwiatuszkami i wyszło mi inaczej niż we wzorze. Koncepcja poprawek już jest, trzeba ją tylko urzeczywistnić.


Pozdrawiam w ostatnim dniu września :)

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Remanent sierpniowy

 Jest pewien postęp w pracach. W lipcu było tak:

Sierpień żegnamy tak:


Niebiesko-zielone kwiatki afrykańskie zostały skończone, ale nie zaprezentowane, więc jeszcze nie znikają z ewidencji. Jest pomysł na sesję plenerową, ale mimo wakacyjnego czasu nie został zrealizowany. Trudno liczyć, że czas wrześniowy będzie łaskawszy, ale kto wie?

Zielone babcine kwadraty połączone, ale niewykończone.

Najwięcej przybyło konwalii. Są prawie cztery motywy, znacznie więcej kwiatowej girlandki i zaczęty szlaczek z pojedynczych krzyżyków.

Pozostałe pozycje pozostają bez zmian.

Pozdrowienia u kresu sierpnia :)

piątek, 31 lipca 2020

Remanent lipcowy

No i wreszcie znacząca różnica między zdjęciami zrobionymi w odstępie miesiąca. To czerwcowe wyglądało tak:


Na lipcowym inna gama kolorystyczna, choć do końca. Dwie robótki zniknęły ostatecznie z ewidencji (torba i lawenda), pozostał ślad tej trzeciej (kocyk temperaturowy i poduszeczka). 


Poduszeczka nie pochłonęła całych zapasów niebieskości i zieleni, powstaje więc coś kolejnego. Jak widać motków jeszcze trochę zostało. 


To była jedna z dwóch robótek wyjazdowych. Tą drugą miały być konwalie. 


Przed wyjazdem wyhaftowałam kilka konturów i... na tym się skończyło. Szydełkowe afrykańskie kwiaty wygrały z konwaliami. Zawsze to jednak maleńki kroczek do przodu. 


No i wreszcie zielone kwadraty. Udało się część połączyć i jest pewna koncepcja co do ostatecznego przeznaczenia robótki.


Pozdrawiam w ostatnim dniu lipca :)

piątek, 31 stycznia 2020

Remanent styczniowy


W zeszłym roku zrobiłam jesienią remanent robótek będących wtedy w trakcie robienia. Dwie z nich udało mi się skończyć (torebka robiona techniką szydełka tunezyjskiego i jesienne róże), trzecia (płaszczyk wełniankowy) niewiele posunęła się do przodu. 
Dzisiaj wyciągnęłam wszystkie (no, prawie) pozaczynane, niektóre bardzo dawno, projekty i postanowiłam, że będę tak robić co miesiąc. W blogosferze nazywa się to walka z UFOK-ami, u mnie będą remanenty. Nawet jeśli postępy będą niewielkie, pokażę je. Może będzie to rodzaj dopingu :)
Co my tu mamy?


Na początek pozostałość z remanentu jesiennego. Połączyłam kilka kwadracików na dół płaszczyka i utknęłam, zająwszy się intensywnie różami. Na razie mnie nie ciągnie do tych szarości, chyba jeszcze troszkę poczekają.


Musztardowa chusta na drutach leży już ze trzy czy cztery lata. Po drodze z tej włóczki zrobiłam czapeczkę, którą bardzo lubię i noszę do kolorowego szala. Chusta miała być dodatkiem do popielatej sukienki, ostatnio przybyła sukienka cynamonowa, do której ten kolor również pasowałby. Może wrócę do dziergania na drutach?


Chabrowe bolerko do letniej sukienki było właściwie skończone, nie założyłam go jednak ani razu, bo dolna plisa źle się układała i niedawno ją sprułam. Na tym na razie poprzestałam. Roboty nie jest tu dużo, może przed latem uda się wyszydełkować ją na nowo.


Jeszcze mniej roboty jest przy szydełkowej torbie z grubej włóczki. Pasek jest za długi, trzeba go tylko odpruć, skrócić o parę rzędów i na nowo przyszyć. Niby jeden wieczór, a od prawie roku nie mogę się za to zabrać.


Tu kolejne kwadraciki, w różnych odcieniach zieleni. Miał z nich powstać kocyk na ławkę do altanki. Ławki jeszcze nie ma i może dlatego robótka utknęła w martwym punkcie.


Zamarzyły mi się szydełkowe firanki do kuchni, o takie. Początkowo pełna entuzjazmu szydełkowałam kolejne kwiatuszki, ale w pewnym momencie entuzjazmu zabrakło i robótkę odłożyłam. Czekam, aż entuzjazm wróci.


Dokonawszy lawendowej renowacji przedsionka stwierdziłam, że brakuje mi jeszcze lawendowego motywu na ścianę. Zakupiłam wzór lawendowej gałązki i wyhaftowałam kilkadziesiąt krzyżyków. Potem dostałam od kuzyna dwa namalowane przez niego obrazu w stylu prowansalskim i zarzuciłam haftowanie. Ostatnio naszła mnie ochota, by wrócić do lawendowych krzyżyków. Jeszcze dziś się do nich zabieram. Na zdjęciu pierwsza z trzech stron wzoru.


Zaczątek konwaliowego obrusika. Na razie jest jedna gałązka. Dość drobne krzyżyki sprawiają że robota postępuje bardzo powoli, ale może kiedyś przyspieszy, kto wie?


I wreszcie dodatek do kocyka temperaturowego. Z resztek włóczek powstaje poduszeczka. Kocyk ma bordiurę już od dawna, nie pokazałam go w całości, właśnie dlatego, że czeka na poduszeczkę. Już za chwileczkę, już za momencik...

W remanencie nie uwzględniłam pomysłów, do których zgromadziłam materiały, ale jeszcze ich nie zaczęłam realizować. Jest ich kilka, mam jednak postanowienie nie zaczynać, dopóki nie dokończę przynajmniej połowy już zaczętych. 
Za miesiąc zrobię kolejne zdjęcie w tym samym układzie, ciekawe ile ubędzie.
Pozdrowienia u progu lutego :)

sobota, 7 lutego 2015

Szalowe szaleństwo

Uwielbiam szale, szaliczki, szaliki, apaszki, chustki, chusteczki, gawroszki - wszystko, co można zamotać wokół szyi, narzucić na ramiona, owinąć wokół głowy. Mam pełną szufladę rozmaitych apaszek i szaliczków, a i tak co jakiś czas nie mogę się oprzeć, żeby nie kupić albo nie zrobić czegoś nowego.
Niedawno skończyłam szal w odcieniach różu i fioletu. Robiłam go na drutach, do których wróciłam po dość długiej przerwie. Wzór z czasopisma "Akcesoria na druty, na szydełko" nr 3/2014.



Rok temu podczas ferii zimowych (błogi spokój, można na dwa tygodnie zapomnieć o sprawdzaniu kartkówek, zadań domowych, zeszytów, o przygotowywaniu kolejnych lekcji, wypełnianiu dziennika i milionie innych spraw) powstał szal, który miał być również kamizelką.
W założeniu powinien wyglądać tak:

"Szydełkowe trendy" nr 6/2013

Ten mój, mimo, że robiłam go ściśle według wzoru, nawet z takiego samego gatunku włóczki, jak w opisie, wcale nie chciał się ładnie układać jako kamizelka. "Zaszydełkowałam" więc otwory na ręce i narzucam go po prostu na ramiona, gdy dłużej siedzę przy biurku i robi mi się zimno.



Oprócz tego służy jako narzuta na fotelik.

 
Szale letnie... Temat-rzeka. Lubię jeszcze bardziej.
Ten miał swoją premierę na Festiwalu Chopinowskim w Dusznikach trzy lata temu.


Wzór z czasopisma "Mała Diana" nr 2/2012.


Do kompletu są jeszcze mitenki.


I na koniec mój debiut w zakresie szalów. Miał on miejsce jeszcze za czasów studenckich. Minęło trochę latek, ale mam sentyment do tego szaliczka i lubię go latem wyciągnąć.




Trzy rodzaje wzorów, niestety nie pomnę już skąd zaczerpniętych. Można nosić jako dodatek do tuniki.


Tunika została również wyszydełkowana w zamierzchłych czasach i miała być wykończona szyfonowymi rękawami. W tych zamierzchłych czasach ciężko było kupić odpowiedni materiał, tunika więc długo leżała. Dopiero niedawno doszłam do wniosku, że można ją nieco zmodyfikować i nosić bez rękawów.