Pokazywanie postów oznaczonych etykietą desery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą desery. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 października 2026

Pomarańczowy Dzień Nauczyciela

Wczoraj, w związku z Dniem Nauczyciela, który w tym roku trafił się wyjątkowo wolny (żadnego szkolenia BHP, czy tym podobnego), miałam zamiar zabrać się za jesienne porządki w ogrodzie. Natura jednak chyba wyczuła mój ogólny brak sił, bo poranek przywitał mnie deszczem. Postanowiłam zatem poodpoczywać i zaczęłam dzień od pomarańczowej lektury.


Około południa stwierdziłam, że może wykorzystam jednak zestaw produktów na pomarańczowy obiad, który planowałam na minioną niedzielę. Zaczęłam od ustawienia na stole wszystkich (no prawie, potem okazało się, że to i owo muszę dołożyć) potrzebnych składników.


Oto co w dwie godziny później z nich powstało. 


Na początek zupa krem z marchewki (ta sama, co w karmelowym lutym, ale teraz z imbiru akcent został przeniesiony właśnie na marchew) z dużą ilością świeżej kolendry i gotowymi grissini.


Na drugie danie tarta z dynią i serem feta oraz sałata z pomarańczą.



Na deser brzoskwinie w kisielu oraz dodająca podobno energii herbatka pomarańczowa.



Ze względu na to, że od dwóch miesięcy życie toczy się głównie na piętrze, stołu nie nakrywałam, choć obrus z pomarańczowymi, haftowanymi kwiatkami wyciągnęłam. Taca służąca nam codziennie do transportu gotowych dań na piętro, całkiem przypadkiem dopasowała się do pomarańczowego menu.


W czasie obiadu pojawiło się słońce, więc po południu można było pójść na spacer i poszukać na Wilczych Dołach pomarańczowych obiektów fotograficznych na sobotni poranek (coś tam znalazłam, zobaczymy, czy aura pozwoli na ładne zdjęcia).


Wieczorem zrobiłam jeszcze kilka rządków pomarańczowej robótki i tak nauczycielskie świętowanie dobiegło końca.


Wszystkim koleżankom i kolegom po fachu (obecnym i byłym) składam najlepsze, pomarańczowe życzenia :)

sobota, 5 września 2026

Wrześniowo, wrzosowo, urodzinowo

Po zeszłorocznych, hucznych obchodach półwiecza, w tym roku świętowałam urodziny w kameralnym gronie. Potraktowałam je jako pretekst do zaplanowania i przygotowania fioletowego menu.

Na środku stołu stanął koszyczek z wrzosem (takim raczej bardziej różowym, ponieważ ten bardziej fioletowy stoi w przedsionku) i dobrana kolorystycznie świeczka na małej szydełkowej serwetce.

Wokół trochę potraw na słono, trochę na słodko. Po sierpniowej przerwie wróciła tarta, w nadzieniu której znalazł się bakłażan i czerwona z nazwy, ale w kolorze raczej fioletowa cebula.

Następnie wybór koreczków z fioletowymi elementami: dwa gatunki serów plus winogrona:

szynka długo dojrzewająca i mozzarella plus figi wbite w fioletową modrą kapustę:

wreszcie na ciepło suszone śliwki z szynką parmeńską.

Na słodko śliwki pod kruszonką z dodatkiem lodów waniliowych,

oraz ciasteczka lawendowe, do których można było dodać łyżeczkę czekośliwki lub skubnąć winogrono tudzież śliweczkę.

Do picia, oprócz kawy i herbaty, znana z niebieskiego letniego spotkania klitoria ternateńska osłodzona słodyczą fiołkową, z cytryną, co zapewniło jej piękny, fioletowy kolor, kojarzący się nieco dwuznacznie ;)

Wrześniowe pozdrowienia :)

poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Czerwony sierpień


Czerwień w przyrodzie kojarzy się już trochę z jesienią, ale dla mnie w tym roku czerwony był letni sierpień. Jak już pisałam biel i czerwień skojarzyła mi się trochę marynistycznie i w takim stylu zaaranżowałam przedsionkową dekorację.


Czerwonych kwiatków na Wilczych Dołach po lipcowym koszeniu właściwie nie było. W pierwszą sierpniową sobotę udało się jeszcze znaleźć po drodze trochę maków, ale potem musiałam się skoncentrować na czerwieniejących listkach różnych roślin, które wyłuskiwałam spośród zieleni. Raz były one bardziej bordowe, raz wpadały w brąz, jeszcze kiedy indziej w róż.





W ostatnią sobotę sierpnia na spacerze towarzyszyły mi dwa ptaszki: pseudo-kardynał szkarłatny (w odróżnieniu od właściwego, który wygląda tak) oraz gwiezdnik czarnodzioby.

Tego pierwszego wykonałam inspirując się feniksami z Kłębowiska. Gwiezdniki zostały zrobione wg sprawdzonego wzoru z Deszczowego Domu. Ptaszki powstały z trzech odcieni czerwonych bawełnianych włóczek. Oprócz nich w czerwonym zestawie robótkowym pojawiły się dwa kawałki czerwonych tkanin, czerwone muliny (niewiele ich mam w swoich zapasach), wstążki i stara kuchenna zasłona w czerwono-białą kratkę. 

Przez cały sierpień próbowałam nadrobić zaległości w haftowaniu księcia Wellingtona. Trochę przybyło (choć nie tyle, ile bym chciała). Tak było miesiąc temu:

Tak jest teraz:

Nie wiem, czy róże, które tata kupił mamie z okazji rocznicy ślubu to akurat ta odmiana, ale wyglądają bardzo podobnie.

W igielniku pojawił się ósmy kolor.


Tym razem udało mi się otworzyć maszynę do szycia. Mała resztka czerwonego materiału przeobraziła się w czerwony bieżniczek do przedsionka.

Zasłona została przerobiona na trzy obrusiki: jeden na stół w altance, drugi na wspomnianą maszynę do szycia, a trzeci awansował na obrus piknikowy.

Piknik był tym razem górski, dwuosobowy, bratersko-siostrzany, przygotowany z większości składników tego zestawu produktów spożywczych.

Rekordowe okazało się sierpniowe czytelnictwo W sumie jedenaście książek (jedną jeszcze końćzę). 

Cztery z czerwonymi okładkami, cztery z czerwienią w tytule, dwie z czerwonymi motywami na okładce i jedna, która w nowym wydaniu ma czerwoną okładkę, ale w bibliotece była tylko stara wersja.

Nie wszystkie wrażenia pozytywne, ale ogólnie na plus.

Filmowo uzupełniłam trylogię Kieślowskiego. Znowu wróciły wspomnienia wczesnej młodości.

Źródło grafiki:https://kinopalacowe.pl/filmy/13248-dkf-zamek-trzy-kolory-czerwony/

I jeszcze czerwone letnie sukienki, odpowiednie na sierpniowe upały.

Czerwone pozdrowienia :)

wtorek, 30 czerwca 2026

Różowy czerwiec


Staje się już tradycją, że kolejny kolorowy miesiąc zaczynam pod koniec poprzedniego od wizyty w bibliotece. Tym razem miałam na liście trzy pozycje z różem w tytule. Z jednej ostatecznie zrezygnowałam na rzecz różowej okładki  i tytułowej Róży. Oprócz tego w oko wpadły mi jeszcze trzy inne różowe okładki. Po dorzuceniu różowego Szekspira i jednej książki z bookcrossingu z różową sukienką na okładce czerwcowy stosik prezentował się całkiem okazale. Mimo końcoworocznego zapracowania udało się wszystko przeczytać!



Różowe zakupy spożywcze również zrobiłam pod koniec maja i od razu zamroziłam niektóre produkty. Planowany różowy obiad znowu przesunął się w czasie, ale sukcesywnie sięgałam po kolejne wiktuały z poniższego zdjęcia.


W drugą czerwcową niedzielę raczyliśmy się malinowo-grysikowym deserem przybranym jeżynami.


Prawdziwa eksplozja kulinarnej różowości przypadła na kolejną niedzielę, kiedy to przyszło prawdziwe lato.


W planach na czerwiec było kontynuowanie picia koktajli podczas porannych spacerów. Mieszanka truskawek, borówek i arbuza dała bardzo ładny różowy kolor.


Pogoda w drugą sobotę czerwca skłoniła mnie do zrezygnowania z zimnego napoju na rzecz ciepłej herbatki.


Tydzień później zrobiło się wręcz upalnie, więc koktajl truskawkowo-malinowy z nutką mięty sprawdził się wyśmienicie.


Tydzień później podobnie, tylko tym razem maliny były mrożone, a truskawki świeże.


Szukając różowości na Wilczych Dołach miałam chwilami dylematy, czy dany odcień jest bliższy różowemu czy fioletowemu. Dzikie różyczki i łubiny nie pozostawiały wątpliwości, ale już koniczynę trudno mi było jednoznacznie zaklasyfikować. Z kolei ślaz na zdjęciu wyszedł bardziej liliowy niż w rzeczywistości.





W zestawie robótkowym nie było tym razem żadnej tkaniny. Znalazłam tylko kilka wstążek, trochę włóczki i muliny. 


Przerobiłam je na kwiatuszki do dekoracji przedsionkowej. 

    

Powstała kolejna podkładka, tym razem trochę większa i znowu stanęła na niej karafka z winem, oczywiście różowym.



Pojawiła się też kolejna Marcjanna (to już trzecia!). Przyda się jak znalazł około listopada, grudnia, kiedy moi drugoklasiści zaczną naukę tabliczki mnożenia.


No i oczywiście do na razie pięciokolorowego igielnika dodałam szósty kolor - różowy.


W zeszłym roku, szukając kreacji urodzinowej, rozważałam dwie opcje. Jedną z nich była taka różowa sukienka, którą w tym roku, jeśli pogoda pozwalała, wkładałam na niedzielę i święta. Do niej naszyjnik z różowymi kamyczkami lub szal z małą zapowiedzią koloru lipcowego.

  

Jeśli chodzi o film z kolorem różowym w tytule miałam do wyboru dwie opcje: "Dziewczyna w różowej sukience" sprzed czterdziestu lat i "Różowa pantera" sprzed lat dwudziestu. Zdecydowałam się na tę drugą produkcję i nie był to dobry wybór.

źródło grafiki: https://www.filmweb.pl/film/R%C3%B3%C5%BCowa+Pantera-2006-107986

Różowe pozdrowienia :)