Po wczorajszej prawie letniej temperaturze, dzisiejsze prognozowane niecałe 10 stopni nie zapowiadało się zbyt miło. Ubrana prawie zimowo wyszłam przed siódmą z domu i zerknąwszy w niebo, na którym kłębiły się chmury o fantastycznych kształtach, już z góry cieszyłam się na malowniczy spektakl. Nie zawiodłam się. Słońce z trudem się przedzierało przez obłoki, ale szarości z bielą i błękitem tworzyły przepiękne obrazy.
Bawiłam się dzisiaj opcją zdjęć panoramicznych w aparacie.
Po drodze oko cieszyły chmury żółtego, białego i różowego kwiecia (kwitnące drzewka i krzewy), jednak na Wilczych Dołach na pierwszy rzut oka trudno było znaleźć jakieś kolory. Dopiero nad samą Wójtowianką wypatrzyłam żółte kępki, które aplikacja zidentyfikowała jako knieć błotną.
W kubku już tradycyjnie kakao, a w pudełku połówka bajgla, tym razem kupnego.
(...) lecz oni u Pana znaleźli schronienie. (Ps 14,6b)
Dąb jeszcze bez listków, ale na widocznych w tle wierzbach (chyba) pojawia się już zieleń.
Ruszałam już w drogę powrotną, gdy słońce pokazało się w pełnej krasie oświetlając świeżą, wiosenną zieleń trawy.
A kwietne połacie wzdłuż lipowej alei w pobliżu domu wzbogaciły się o zawilce, które zastępują przekwitające krokusy.
Kwietniowe pozdrowienia :)