sobota, 18 stycznia 2025

Styczeń na Wilczych Dołach (3)

Rano Wilcze Doły spowijała lekka mgiełka (wolałam nie myśleć, że to smog), toteż wschód słońca nie był aż tak spektakularny. 

Widać było jeszcze księżyc.


Do zdjęcia załapał się jeden z wilczków.

Ze śniegu pozostały smętne resztki, ale nocny mróz ściął kałuże, utworzył cienkie warstwy lodu na oczkach wodnych i pokrył trawę malowniczym szronem.

Czterolistnej koniczynki nie udało się znaleźć, ale te zwykłe wyglądały uroczo, pokryte drobnymi kryształami.

Zgodnie z zeszłotygodniową zapowiedzią na przekąskę były pierniki.

Tyś chwałą moją i Ty mnie podnosisz. (Ps 3,4b)

Dąb lekko podświetlony, na tle czystego błękitu.

Słońce poczynało sobie coraz pewniej, aż w końcu ukazało się w pełnej krasie.

Sobotnie pozdrowienia z Wilczych Dołów :)

sobota, 11 stycznia 2025

Styczeń na Wilczych Dołach (2)

 
Śnieg prószący w nocy pokrył Wilcze Doły tylko cieniutką warstewką, ale i tak było zimowo. 



Słońce tym razem nie przebiło się przez chmury, zabarwiło je za to lekko na różowo.


Z chwili na chwilę widać było więcej błękitu, ale szarość jednak dominowała.


Na tle szaro-błękitnego nieba wyraziście rysowały się czarne pnie i gałęzie.




Dąb dziś w dwóch ujęciach - ze stałego miejsca i z trochę innej perspektywy.



Spod śniegu wychylała się między innymi taka krzewinka. 


Zdjęcie roślinki w zbliżeniu jakoś nie chciało się udać.



Ponieważ uchowała się resztka niedzielnego keksa, zabłąkane pierniki, postanowiłam zachomikować na przyszły tydzień.


"Służcie Panu z bojaźnią, (...) szczęśliwi, którzy Mu ufają." (Ps 2, 11.12d)

Sobotnie pozdrowienia z Wilczych Dołów :)

sobota, 4 stycznia 2025

Styczeń na Wilczych Dołach (1)

Kończąc w zeszłym roku cykl wakacyjnych śniadań w plenerze, wyraziłam nadzieję, że może w ciągu roku szkolnego, od czasu do czasu uda się spędzić poranek na Wilczych Dołach. W Kalendarzu Dobrych Chwil są ślady, że się udawało. W listopadzie i grudniu niemal co tydzień w sobotni poranek wychodziłam mniej więcej kwadrans po siódmej z domu i zastanawiałam się, czy jest szansa, by szare, ołowiane chmury przepuściły jakiś promień słońca. Przez pięć kolejnych sobót przepuszczały, choć wydawało się to niemożliwe. 

Podczas kolejnych spacerów dojrzewał pomysł kolejnego cyklu. Były bukiety, były dobre chwile, w tym roku będą, mam nadzieję regularnie, sobotnie poranki na Wilczych Dołach.

Będą zdjęcia nieba i nie tylko (dziś dużo, bo wschód słońca był spektakularny).

Będzie coś dla ciała i dla ducha.

Dla ciała obowiązkowo kawa, a do niej coś do przegryzienia. Chciałoby się, żeby własnoręcznie upieczone, ale nie mam złudzeń, że co piątek uda mi się coś namieszać i wstawić do piekarnika. Dzisiaj była poświąteczna chałka, za tydzień może jeszcze jakiś zabłąkany piernik się znajdzie, a co potem, zobaczymy.

Strawą duchową będą psalmy, co tydzień jeden, z którego wybiorę jeden wers na kolejne siedem dni. 

"Szczęśliwy, kto (...) w prawie Pańskim ma upodobanie i rozmyśla nad nim, we dnie i w nocy." (Ps 1, 1a.2)

Będą zdjęcia jakiejś roślinki, w całości i w zbliżeniu (opcja makro w komórkowym aparacie).

Będzie zdjęcie przepięknego dębu, pomnika przyrody, robione co tydzień z tego samego miejsca.

Czy się uda, nie wiem, ale bardzo chcę spróbować. Taki poranny spacer daje sporo pozytywnej energii, która jest mi bardzo potrzebna. W listopadzie i grudniu wręcz nie mogłam się doczekać kolejnego wyjścia. Mam nadzieję, że ten entuzjazm nie minie, a wpisy na blogu będą motywacją do porannego wstawania.

Pozdrowienia z Wilczych Dołów :)