niedziela, 18 kwietnia 2021

Étude à la rose (9)

 

Straciłam ostatnio rytm coniedzielnego haftowania róż i w związku z tym do końca jeszcze trochę brakuje. Dwie strony i część trzeciej mają już kontury.


Dziś zdjęcia w bardzo kiepskim oświetleniu, za wiele nie widać, ale może za miesiąc będzie lepiej. Może uda się wyjść z aparatem do ogrodu i sfotografować róże na tle majowej zieloności... Rozmarzyłam się :)

Różane pozdrowienia :)


Stanisław Trembecki

 Do róży

Różo nadobna, kochanko Flory,

Przyjemne oczu pieścidło,

Jakże cię żywe kraszą kolory.

Nad wszelkie milsza barwidło.

 

Każda jutrzenka staraniem pilnym

Upięknia twoje wzrastanie,

Szczęśliwy, komu losem przychylnym

Twój się kwiatuszek dostanie.

 

Szczęśliwy zefir, któremu wolno

Twoje rozwiewać odzieży,

Szczęśliwy motyl, który swawolno

Tyle powabów przebieży.

 

Ach, czemuż i mnie ta kolej mija,

Czemu się i mnie nie godzi?

Twój się dopiero pączek rozwija,

A moje słońce zachodzi.

 


niedziela, 11 kwietnia 2021

W Oktawie Wielkanocy


Nie było w tym roku wielu dekoracji wielkanocnych. Zakupy układane tak, by jak najmniej czasu spędzać w punktach handlowych, stąd ograniczony asortyment kwiatów i innych roślin dekoracyjnych. W ogrodzie zabrakło bukszpanów (przegrały z panującą zarazą, która dotknęła te krzewy - trzeba było wszystkie trzy krzaki wykarczować). Na szczęście gałęzie forsycji zakwitły w wazonie na czas (widzieliście je we wpisie z życzeniami), a gałązki różnych innych krzaków wypuszczające pierwsze listki utworzyły całkiem dekoracyjne mini-drzewko wielkanocne. 


W ostatniej chwili powstał też minimalistyczny wianek na drzwi. 


Kupiony kiedyś krążek ze słomy, dwa jajeczka i na szybko wyszydełkowane trzy kwiatki z lnianego sznurka. Chyba może być ;) Niebieskie niebo piękne odbija się w szybie.


Kartek w tym roku znowu nie wysłałam, mailowo też w bardzo ograniczonej ilości, tym bardziej wdzięczna jestem wszystkim, którzy o mnie pamiętali. Śliczny zajączek przyfrunął od Agaty. Bardzo, bardzo dziękuję!


Dziękuję też wszystkim, którzy tu zaglądają i zostawiają ciepłe słowa mimo mojego milczenia. Jesteście kochani!

Pozdrawiam Was w Oktawie Wielkanocy :)




sobota, 3 kwietnia 2021

niedziela, 21 marca 2021

Étude à la rose (8)

 

Wiosna jakoś zawsze jest  u mnie kiepska robótkowo, a w tym roku to już szczególnie, co widać na blogu. I nawet nie mogę napisać, że coś się dzieje, tylko brak czasu na publikację, bo nie dzieje się prawie nic. Udało się tylko rozkwitnąć dwóm brakującym pączkom różanym i tym samym mogę ogłosić koniec różanych krzyżyków. Zostały jeszcze kontury, które bardzo opornie się wyłaniają.


Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jak już praca zostanie skończona, będzie można porównać efekt bez konturów i z.

Dziś poetycka dzika róża.

Jan Kasprowicz

Krzak dzikiej róży w ciemnych smreczynach


W ciemnosmreczyńskich skał zwaliska,

Gdzie pawiookie drzemią stawy,

Krzak dzikiej róży pąs swój krwawy

Na plamy szarych złomów ciska.


U stóp mu bujne rosną trawy.

Bokiem się piętrzy turnia śliska,

Kosodrzewiny wężowiska

Poobszywały głaźne ławy… 


Samotny, senny, zadumany,

Skronie do zimnej tuli ściany,

Jakby się lękał tchnienia burzy. 


Cisza… O liście wiatr nie trąca,

A tylko limba próchniejąca

Spoczywa obok krzaku róży. 

(1898)


Różane pozdrowienia :)


niedziela, 21 lutego 2021

Étude à la rose (7)


Powoli zbliżam się do końca haftu. Jeszcze brakuje dwóch różanych pączków szkicu i konturów. Jest szansa, by do marca rozkwitły, ale wolę nic nie obiecywać, bo różnie może być.


Dziś poetycka róża króciutka:

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Róża

W tym parku pobladłym bez śmiechów i gości

przy róży rozkwitłej stoję.

Otośmy jedynymi świadkami piękności

ja jej a ona mojej

(1927)



Różane pozdrowienia :)

niedziela, 14 lutego 2021

Musztarda czy miód?


Które określenie bardziej pasuje do tego koloru? W rubrykach remanentowych robótka figurowała jako chusta musztardowa, ale może miodowy szal jest milszy dla ucha i wyobraźni.

Jeden z dłużej leżących projektów, wreszcie ujrzał światło dzienne i to w pięknej zimowej scenerii. Od dawna marzyło mi się takie tło do zdjęć. 

Szal w zamierzeniu miał być dodatkiem do popielatej sukienki, którą w tzw. międzyczasie nosiłam z innymi chustami. Z miodowo-musztardowym dodatkiem wygląda tak:

  

Chusta ma dość ciekawy kształt wynikający z dodawania oczek co drugi rząd, jest też trochę ażurów. Miała być jeszcze bordiura, ale ostatecznie z niej zrezygnowałam. 


Na drutach robię rzadko, z bliska widać ten brak wprawy, dlatego fotografowałam z pewnej odległości. Zostały mi ponad dwa motki włóczki (100% wełna), przemyśliwam, jak je zagospodarować.

Zimowe pozdrowienia :)

Dane  techniczne:
Włóczka: Drops Fabel Uni Colour(50g/205m) kolor 111 - niecałe 4 motki (chyba)
Druty nr 4
Wzór: Sierra by DROPS Design (darmowy wzór stąd)

 

niedziela, 31 stycznia 2021

Kolejny remanent styczniowy i coś jeszcze

Bardzo dziękuję za wszystkie ciepłe słowa pod poprzednim wpisem i życzenia urodzinowe dla Błękitnego Zamku.

Przeprowadziłam małe losowanie wrzucając do puli te osoby, które wytypowały swoją ulubioną lub ulubione kartki i po przemieszaniu losów wyciągnęłam ten:


Basiu, daj znać, proszę, który miesiąc jest Twoim urodzinowym :)

Minął rok od pierwszego remanentu. W ciągu ostatniego miesiąca znikła jedna pozycja (wczoraj skończyłam, właśnie schnie po blokowaniu - mowa o musztardowej chuście, której osobna prezentacja wkrótce). Porównanie po miesiącu nie wypada imponująco, ale... małymi kroczkami do przodu ;)



Znacznie lepiej wypada porównanie z poprzednim rokiem o tej porze.



Właściwie jestem zadowolona z postępów. Z dziewięciu robótek zostały cztery, w tym tylko jedna nieruszona. Nie wiem, czy będę dalej robiła takie miesięczne przeglądy, mam nadzieję jednak, ze pozostałe cztery projekty zostaną doprowadzone do szczęśliwego końca.

I jeszcze na koniec coś, co miało być tegorocznym cyklem. 


Szydełkując Marcjannę i Dionizego, zatęskniło mi się na amigurumi. W gazetkach We love Amigurumi jest seria małych breloczków przedstawiających mieszkańców różnych krajów świata i ich zwierzątek. Jaką pierwszą wyszydełkowałam Chinkę Ling-Ling i jej pandę Lin-Lin. 


W planach była opowiastka, zgromadziłam nawet stosowną bibliografię, dwie książki przeczytałam (takie bardziej dla dzieci, ta poważniejsza pozycja czeka w kolejce), zabrakło jednak weny i samozaparcia, by coś powstało. 


Tak więc Ling Ling i jej panda pojawiają się w kompletnie do nich nie pasującej zimowej scenerii i serdecznie Wszystkich pozdrawiają, żywiąc nadzieję, że może kiedyś zawitają tu raz jeszcze na tle odpowiedniejszej scenografii ;)